Szybki Wypad Do Doliny Sonoma – Kalifornia, USA

Most Golden Gate w SF.

Znowu wracam po dłuższej przerwie, ale tym razem ze zdecydowanie dalszej nieWinnej Podróży. Niby jest tam tak samo, a jednak trochę inaczej. To była moja główna refleksja z szybkiego, jednodniowego wypadu do doliny Sonoma w Kalifornii. Większość wiodących regionów winiarskich w Europie jest dość homogeniczna na poziomie konceptualnym podstawowych założeń operowania. Spodziewałbym się więc, że podobnie będzie też w Kalifornii, lecz tam zauważyłem znaczące różnice w sposobie produkcji wina, nawet w obrębie tego samego regionu.

Dla odmiany do Sonoma wybrałem wycieczkę zorganizowaną, żeby uniknąć czasochłonnego researchu, wynajmowania samochodu, itd. W końcu miałem tylko jeden dzień, a moją bazą było San Francisco. Wine tour, który wybrałem (200 $, oczywiście bez napiwków!) składał się z bardzo międzynarodowej załogi (Kenia, Kanada, Australia, Meksyk i USA). W mieście wpakowano nas w małego busa i pod okiem naszego przewodnika, Brytyjczyka ekspaty, ruszyliśmy w drogę. W plan wycieczki wchodziły trzy winiarnie: Peter Cellars, Séamus Winery i B. R. Cohn Winery. Podzielę się z Wami sumą moich wrażeń z całego dnia, a potem porozmawiamy o winach.

Podobnie jak w Europie, w Stanach mamy do wyboru całą gamę producentów wina. Łączą ich zbliżone historie, problemy i aspiracje. Zaczyna się od małych garażowych wytwórni, przez dobrze radzące sobie rodzinne przedsiębiorstwa, aż po wielkie korporacyjne przedsięwzięcia. Kalifornijscy producenci wina prowadzą ciągłą walkę z coraz bardziej nieprzewidywalnym klimatem. W Kalifornii największym zagrożeniem są nawracające pożary. W związku ze zmienną pogodą obserwuje się zwiększanie nasadzeń odmian ciepłolubnych, nawet w historycznie chłodniejszych miejscach. Pomimo naprawdę świetnego amerykańskiego marketingu i umiejętności storytellingowych, wina (tak jak wszędzie na świecie), są robione i bardzo źle i bardzo dobrze.

Kilka wyraźnych  różnic, jak się okazało typowych dla Ameryki, od razu rzuciło mi się w oczy. Zapadły mi w pamięci nawet pomimo intensywnego harmonogramu wycieczki i powszechnego braku spluwaczek. Producenci, jak jeden mąż, tłumaczyli nam, że ich wino nie ma w sobie żadnych chemicznych dodatków i ulepszaczy. Przyjętą prawdą wydawało się być, że większość wina jest produkowana masowo w tragicznych procesach, w których jakość jest ostatnim zmartwieniem. Chodzi tylko o to, żeby osiągnąć niskie pułapy cen wymagane przez sieci handlowe i supermarkety. Oczywiście, wiele złego możemy powiedzieć również o winach produkowanych masowo w Castilla la Mancha czy Prosecco, ale myślę że tutaj przepaść jakości jest na zupełnie innym poziomie.

Kolejna sprawa to fakt, że podstawowym modus operandi winnic kalifornijskich, bez względu na postrzeganą jakość i cenę, jest skupowanie winogron. Występuje wyraźny podział na winiarzy i producentów winogron. Znów, jasne że takie sytuacje mają miejsce w Europie, ale jednak nie postrzegam tego jako głównego sposób działania. Tym bardziej nie w segmencie winiarni, które przeważnie odwiedzam. Na Starym Kontynencie to raczej wyjątek niż norma.

Ostatni aspekt to cena. Średnia półka w Kalifornii tak naprawdę zaczyna się od około 50-70 dolarów, a butelki podobnej jakości w sąsiedniej Napa Valley mogą spokojnie kosztować ok. 150 $. Jednocześnie producenci są wielce zdziwieni, że wino w USA nadal jest postrzegane jako produkt prestiżowy, tylko dla klasy wyższej lub na specjalne okazje. No ciekawe czemu? Wina podstawowe mieszczą w sobie całą tablicę Mendelejewa, a te ze średniej półki kosztują tyle co wyjście do restauracji. Nie wiem do końca z czego wynikają te rozbieżności. Pewnie jakoś musi się to opłacać, bo jest wystarczająco dużo chętnych kupujących. Ale jednak cieszę się, że na naszym rodzimym kontynencie można się napić dobrego podstawowego wina za 10 €, a już naprawdę dobre butelki znaleźć za 30-40 €.

Przejdźmy jednak do samego wina. W Peter Cellars najlepiej podszedł mi Merlot 2019 z silnymi nutami jeżyn, miękkimi taninami i dobrze zbalansowanym użyciem beczki. Ciekawa była też różnica pomiędzy rocznikami Pinot Noir. 2021 był prostym winem, mocno owocowym, ale bez złożoności. Za to 2020 od razu przywitał nas innym bukietem. Tu wyczułem już charakterystyczną ściółkę i zapachy drewna. To samo działo się ze smakiem, gdzie doszły dodatkowe nuty wanilii, bardzo dobrze zintegrowane z nutami owocowymi. To w końcu było pięknie złożone wino. Cabernet Sauvignon 2018 było przebeczkowane i miało zaburzoną równowagę.

W Séamus Winery „raczyliśmy” się Sauvignon Blanc, czerwonym Cuvee (50/50 Grenache i Cab Sav) oraz Pinot Noir z 2015 roku. Praktycznie u całej grupy wino pozostawało w kieliszkach. Tylko jedna osoba kupiła jakąś jedną butelkę. Wszystkie wina to była istna porażka. Ich firmowy profil to niespójność nosa ze smakiem, brak balansu, przejrzałe i dziwne smaki. W moich notatkach są takie smakowe kwiatki jak: chamskie taniny, dojrzały kompot, ciężkie błoto czy brudne drewno. Myślę że nie warto o nich więcej pisać.

Za to w ostatniej winiarni, B. R. Cohn, wydaje mi się że wina były całkiem całkiem. Aczkolwiek miałem pewien problem z oceną, gdyż wszystkie były przechowywane i nalewane na zewnątrz w 35-cio stopniowym upale. Czerwone wino zostało wcześniej nalane i zostawione na godzinę w pełnym słońcu na przygotowanym dla nas stole. Piliśmy grzańca w lato, co niestety zdecydowanie negatywnie wpłynęło na odbiór. Kupiłem butelkę Pinot Noir więc sprawdzę jeszcze raz na spokojnie w domu, ale pomimo tragicznego podania czuć było jednak jakość w tych winach. Najlepiej zapoznałem się z winem musującym, zakupionym przez Kanadyjkę świętującą swoje urodziny. Musiak był dobrze wyważony, przechodząc od świeżych cytrusów do smaków brioche i orzechów. Dobrze zintegrowane, spokojne bąbelki.

To była szybka wizyta w Sonoma, pełna wrażeń, ale raczej tych towarzyskich, a nie winiarskich. Pytanie czy na wycieczkach zorganizowanych kiedykolwiek można trafić na prawdziwe winiarskie perełki? Po moich intrygujących doświadczeniach w Wirginii, a teraz w Kalifornii nie mogę się już doczekać na to co czeka mnie w Teksasie, do którego wybieram się w następnej kolejności. Jestem pewien, że winiarskie USA nadal nie przestanie mnie zaskakiwać.

Więcej nieWinnych Podróży wprost na Twoją skrzynkę? Zapisz się!

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *

×