blog o winie

Most Golden Gate w SF.

Szybki Wypad Do Doliny Sonoma – Kalifornia, USA

Znowu wracam po dłuższej przerwie, ale tym razem ze zdecydowanie dalszej nieWinnej Podróży. Niby jest tam tak samo, a jednak trochę inaczej. To była moja główna refleksja z szybkiego, jednodniowego wypadu do doliny Sonoma w Kalifornii. Większość wiodących regionów winiarskich w Europie jest dość homogeniczna na poziomie konceptualnym podstawowych założeń operowania. Spodziewałbym się więc, że podobnie będzie też w Kalifornii, lecz tam zauważyłem znaczące różnice w sposobie produkcji wina, nawet w obrębie tego samego regionu.

Dla odmiany do Sonoma wybrałem wycieczkę zorganizowaną, żeby uniknąć czasochłonnego researchu, wynajmowania samochodu, itd. W końcu miałem tylko jeden dzień, a moją bazą było San Francisco. Wine tour, który wybrałem (200 $, oczywiście bez napiwków!) składał się z bardzo międzynarodowej załogi (Kenia, Kanada, Australia, Meksyk i USA). W mieście wpakowano nas w małego busa i pod okiem naszego przewodnika, Brytyjczyka ekspaty, ruszyliśmy w drogę. W plan wycieczki wchodziły trzy winiarnie: Peter Cellars, Séamus Winery i B. R. Cohn Winery. Podzielę się z Wami sumą moich wrażeń z całego dnia, a potem porozmawiamy o winach.

Podobnie jak w Europie, w Stanach mamy do wyboru całą gamę producentów wina. Łączą ich zbliżone historie, problemy i aspiracje. Zaczyna się od małych garażowych wytwórni, przez dobrze radzące sobie rodzinne przedsiębiorstwa, aż po wielkie korporacyjne przedsięwzięcia. Kalifornijscy producenci wina prowadzą ciągłą walkę z coraz bardziej nieprzewidywalnym klimatem. W Kalifornii największym zagrożeniem są nawracające pożary. W związku ze zmienną pogodą obserwuje się zwiększanie nasadzeń odmian ciepłolubnych, nawet w historycznie chłodniejszych miejscach. Pomimo naprawdę świetnego amerykańskiego marketingu i umiejętności storytellingowych, wina (tak jak wszędzie na świecie), są robione i bardzo źle i bardzo dobrze.

Kilka wyraźnych  różnic, jak się okazało typowych dla Ameryki, od razu rzuciło mi się w oczy. Zapadły mi w pamięci nawet pomimo intensywnego harmonogramu wycieczki i powszechnego braku spluwaczek. Producenci, jak jeden mąż, tłumaczyli nam, że ich wino nie ma w sobie żadnych chemicznych dodatków i ulepszaczy. Przyjętą prawdą wydawało się być, że większość wina jest produkowana masowo w tragicznych procesach, w których jakość jest ostatnim zmartwieniem. Chodzi tylko o to, żeby osiągnąć niskie pułapy cen wymagane przez sieci handlowe i supermarkety. Oczywiście, wiele złego możemy powiedzieć również o winach produkowanych masowo w Castilla la Mancha czy Prosecco, ale myślę że tutaj przepaść jakości jest na zupełnie innym poziomie.

Kolejna sprawa to fakt, że podstawowym modus operandi winnic kalifornijskich, bez względu na postrzeganą jakość i cenę, jest skupowanie winogron. Występuje wyraźny podział na winiarzy i producentów winogron. Znów, jasne że takie sytuacje mają miejsce w Europie, ale jednak nie postrzegam tego jako głównego sposób działania. Tym bardziej nie w segmencie winiarni, które przeważnie odwiedzam. Na Starym Kontynencie to raczej wyjątek niż norma.

Ostatni aspekt to cena. Średnia półka w Kalifornii tak naprawdę zaczyna się od około 50-70 dolarów, a butelki podobnej jakości w sąsiedniej Napa Valley mogą spokojnie kosztować ok. 150 $. Jednocześnie producenci są wielce zdziwieni, że wino w USA nadal jest postrzegane jako produkt prestiżowy, tylko dla klasy wyższej lub na specjalne okazje. No ciekawe czemu? Wina podstawowe mieszczą w sobie całą tablicę Mendelejewa, a te ze średniej półki kosztują tyle co wyjście do restauracji. Nie wiem do końca z czego wynikają te rozbieżności. Pewnie jakoś musi się to opłacać, bo jest wystarczająco dużo chętnych kupujących. Ale jednak cieszę się, że na naszym rodzimym kontynencie można się napić dobrego podstawowego wina za 10 €, a już naprawdę dobre butelki znaleźć za 30-40 €.

Przejdźmy jednak do samego wina. W Peter Cellars najlepiej podszedł mi Merlot 2019 z silnymi nutami jeżyn, miękkimi taninami i dobrze zbalansowanym użyciem beczki. Ciekawa była też różnica pomiędzy rocznikami Pinot Noir. 2021 był prostym winem, mocno owocowym, ale bez złożoności. Za to 2020 od razu przywitał nas innym bukietem. Tu wyczułem już charakterystyczną ściółkę i zapachy drewna. To samo działo się ze smakiem, gdzie doszły dodatkowe nuty wanilii, bardzo dobrze zintegrowane z nutami owocowymi. To w końcu było pięknie złożone wino. Cabernet Sauvignon 2018 było przebeczkowane i miało zaburzoną równowagę.

W Séamus Winery „raczyliśmy” się Sauvignon Blanc, czerwonym Cuvee (50/50 Grenache i Cab Sav) oraz Pinot Noir z 2015 roku. Praktycznie u całej grupy wino pozostawało w kieliszkach. Tylko jedna osoba kupiła jakąś jedną butelkę. Wszystkie wina to była istna porażka. Ich firmowy profil to niespójność nosa ze smakiem, brak balansu, przejrzałe i dziwne smaki. W moich notatkach są takie smakowe kwiatki jak: chamskie taniny, dojrzały kompot, ciężkie błoto czy brudne drewno. Myślę że nie warto o nich więcej pisać.

Za to w ostatniej winiarni, B. R. Cohn, wydaje mi się że wina były całkiem całkiem. Aczkolwiek miałem pewien problem z oceną, gdyż wszystkie były przechowywane i nalewane na zewnątrz w 35-cio stopniowym upale. Czerwone wino zostało wcześniej nalane i zostawione na godzinę w pełnym słońcu na przygotowanym dla nas stole. Piliśmy grzańca w lato, co niestety zdecydowanie negatywnie wpłynęło na odbiór. Kupiłem butelkę Pinot Noir więc sprawdzę jeszcze raz na spokojnie w domu, ale pomimo tragicznego podania czuć było jednak jakość w tych winach. Najlepiej zapoznałem się z winem musującym, zakupionym przez Kanadyjkę świętującą swoje urodziny. Musiak był dobrze wyważony, przechodząc od świeżych cytrusów do smaków brioche i orzechów. Dobrze zintegrowane, spokojne bąbelki.

To była szybka wizyta w Sonoma, pełna wrażeń, ale raczej tych towarzyskich, a nie winiarskich. Pytanie czy na wycieczkach zorganizowanych kiedykolwiek można trafić na prawdziwe winiarskie perełki? Po moich intrygujących doświadczeniach w Wirginii, a teraz w Kalifornii nie mogę się już doczekać na to co czeka mnie w Teksasie, do którego wybieram się w następnej kolejności. Jestem pewien, że winiarskie USA nadal nie przestanie mnie zaskakiwać.

Szybki Wypad Do Doliny Sonoma – Kalifornia, USA Read More »

View of Saint-Emillon square.

Château Mauvinon – Saint-Émilion, Bordeaux

Po kilku miesiącach ciszy wracam z wieściami z Francji, a dokładniej z regionu Bordeaux. Bordeaux kojarzy się z wielkimi château o wiekowych rodowodach. Jednak znajdą się tam również całkiem kameralne miejsca, bardziej typowe we współczesnym świecie wina. Dziadkowie zakładają biznes na prowincji, zaś dzieci i wnuki wyjeżdżają w świat szukać spełnienia i realizacji w wielkich miastach i globalnych korporacjach. Z upływem czasu, wielu z nich zwolna powraca w rodzinne okolice i odnajduje satysfakcję w  życiu na „prowincji” i w „prostej” pracy rolnika i producenta…

Z taką właśnie historią mamy do czynienia w przypadku Château Mauvinon położonym w apelacji Saint-Émilion w Bordeaux. Caroline, która nas oprowadzała po winiarni, jest wnuczką założycieli i już ósmy rok mieszka z powrotem w rodzinnym domu po latach spędzonych w Paryżu. Nie dopytuję o szczegóły jej paryskiego życia, ale jasne jest, że to już przeszłość i teraz jest ona znowu mocno zakorzeniona w rodzinnych stronach. “Codziennie jem lunch z moim rodzeństwem i mamą; moje dzieci każdego dnia spędzają z nimi czas. Niewiele rodzin ma teraz takie szczęście.”, opowiada nam Caroline w przerwach od dyskusji o wyzwaniach robienia wina zgodnie z ekologicznymi normami.

A te dostarczają pracy każdego dnia. Zmagania z owadami, zwierzętami i chwastami są zdecydowanie trudniejsze bez chemicznych wspomagaczy. Najnowszym eksperymentem w tej trudnej walce są trzy nowozelandzkie prosiaki. To stuprocentowe wegetarianki, a ich zadaniem jest buszowanie między rzędami winnych krzewów i objadanie się wszystkim co tam rośnie i przeszkadza winoroślom. Teoretycznie ich fizjonomia nie pozwoli im zjadać winogron, ale wszystko okaże się w najbliższe lato, kiedy winogrona pojawią się już na krzewach, a świnki dorosną, osiągając swój docelowy rozmiar.

Kolejną ciekawostką w Château Mauvinon jest rezygnacja z użycia siarczanów w procesie winifikacji. Winogrona po zbiorach trzymane są najpierw w bardzo niskich temperaturach, tak aby unieszkodliwić niepożądane mikroorganizmy, a następnie rozpoczyna się powolny, dwumiesięczny proces maceracji z codziennym pump over. Beczki trzymane są w magazynie poniżej poziomu gruntu dzięki czemu naturalnie utrzymuje się tam temperatura poniżej 14 stopni. Podobno pozwala to uniknąć dodawania jakichkolwiek siarczanów, a pomimo to wino raczej się nie psuje. Brzmi to dość nieprawdopodobnie, ale cóż, pozostaje nam wierzyć…

W ramach wykupionej degustacji dostaliśmy do spróbowania trzy wina z dużym talerzykiem lokalnych serów. Na szczęście udało nam się zdegustować jeszcze dwa dodatkowe wina, dzięki czemu spróbowaliśmy prawie całą ofertę winiarni. Dwa główne czerwone wina pochodzą z 6 hektarów otaczających rodzinny dom. Są sklasyfikowane jako Grand Cru Classé w apelacji Saint-Émilion.

Moje notatki z degustacji:

Alba Mauvinon Blanc 2020 – 100% Sauvignon Blanc. Spędziło trzy miesiące na osadzie z dodatkowym procesem batonnage. Następnie trafiło do dębowej beczki. Na nosie bardzo wyraźna tłusta śmietana i trochę cytrusowych owoców. W smaku dominują cytrusy, zielone jabłko, ale też masło, jogurt i nuty młodego drewna. Długi finisz z przyjemnym balansem gorzkości i świeżych nut owocowych.

Vin Orange Mauvinon 2023 – 100% Sauvignon Blanc z maceracją na skórkach, aby dodać ciała i koloru. Na nosie spodziewana skórka pomarańczy, ale też bardzo silne nuty wanilii. Smak totalnie zdominowany przez gorzkość; inne nuty ledwo wyczuwalne. Z tego powodu trudno było cieszyć się tym winem.

Château Mauvinon 2020 Bio – 50/50 Merlot i Cabernet Sauvignon. Spędziło rok w kombinacji nowych i używanych beczek z dębu francuskiego. Na nosie nuty żurawiny i wiśni. W smaku bardzo świeże i owocowe. Wyraźne czerwone owoce, dojrzała żurawina i wiśnia. Taniny dość delikatne. Średni finisz.

Gabriel Lauzat 2018 – 50/50 Merlot i Cabernet Sauvignon. Dwa lata w nowych beczkach z dębu francuskiego, co zrobiło zdecydowaną różnicę. Co więcej, owoce zbierane są nad ranem z wybranych rzędów, tak żeby zmaksymalizować świeżość i koncentrację owocu. Mała produkcja, ledwie 1000 butelek rocznie. W smaku dominują czerwone porzeczki, lukrecja i nuty orzechowe. Mocno skoncentrowany owoc i potężne ciało z długim finiszem. (58 €, ok 248 zł.)

O dziwo w Château Mauvinon, pierwszej winiarni jaką odwiedziłem w regionie Bordeaux, najlepiej wypadło ich wino białe, gęsta i wyrazista Alba. Château Mauvinon i inne czerwone wina z serii La Familia były raczej dość podstawowe i nie zapadły mi w pamięć. Za to Gabriel Lauzat, ich opcja premium, było  całkiem ciekawe, ale przyznajmy, że dość drogie. No cóż, może wniosek jest taki, że wina z Bordeaux należy pić mniej, ale jak już to trzeba sięgnąć po jakąś porządną butelkę? Sprawdzę to w kolejnych francuskich winnicach, bo moja nieWinna Podróż jeszcze się nie skończyła.

Château Mauvinon – Saint-Émilion, Bordeaux Read More »

Republika Wina

Moje Refleksje z WSET-u

W zeszłym roku postanowiłem bardziej zgłębić i usystematyzować swoją wiedzę winiarską. Zdecydowałem się zrobić to poprzez kurs WSET. WSET czyli Wine and Spirits Education Trust to brytyjska organizacja, która zajmuje się opracowywaniem i prowadzeniem szkoleń i kursów z szeroko pojętej tematyki winiarskiej (oraz mocniejszych alkoholi). W głównym toku edukacji winiarskiej są cztery etapy: WSET 1, 2, 3 oraz Diploma. WSET 1 rekomendowany jest dla osób, które o winie nie wiedzą praktycznie nic. „Dwójka” to już bardziej zaawansowane zajęcia, trwające około 20 godzin, a próbowanych jest tam nawet do 40 win. Zdanie egzaminu na drugim poziomie jest wymagane do ewentualnej „trójki” czy Diplomy. Takim więc sposobem przez kilka weekendów pod rząd znalazłem się wraz z dziewięcioma innymi osobami na „dwójce” i tym samym rozpocząłem swoją formalną przygodę z winem.

Kursy oferowane są przez różne akredytowane instytucje, co oznacza że prowadzone są w różnych lokalizacjach i z minimalnie innym grafikiem. Ja wybrałem weekendowy kurs od WinEdukacji w Warszawie. Było to sześć kilkugodzinnych spotkań wypełnionych winem, wiedzą i ciekawymi rozmowami (spotkania odbywały się w Republice Wina przy ul. Skorupki 5 w Warszawie). W formacie WinEdukacji każde zajęcia prowadzi inna osoba. Wprowadza to trochę małego zamieszania na początku zajęć, gdyż za każdym razem grupa od nowa się „poznaje”, ale jednocześnie jest to znaczne urozmaicenie i zapewnienie szczegółowej i fachowej wiedzy z omawianej dziedziny. Z drobnymi wyjątkami, prowadzących oprócz szerokiej znajomości tematu, cechowała serdeczność i otwartość do rozmowy oraz swobodnej wymiany winiarskich doświadczeń. Tak wyszło, że, praktycznie każde nasze zajęcia się przedłużyły – i jak najbardziej była to dobra rzecz, ponieważ czas spędzony w dobrym towarzystwie przy dobrym winie to coś na co zdecydowanie nie będę narzekał!

W przedłużaniu się zajęć „pomógł” też skład naszej grupy. Na udział w kursie zdecydowali się zarówno weterani winiarscy, a także świeżo upieczeni absolwenci WSET 1. Oznaczało to moc historii z winnych podróży oraz opowieści o specjalnych butelkach, a także mnogość świeżych perspektyw. Najważniejsze chyba jednak było to, że wszyscy byli totalnie zakręceni na punkcie wina. Pytaniom czy obserwacjom co do omawianego materiału nie było końca. Pierwszy raz przez ponad 6-8 godzin rozmawiałem tylko o winie! Był oczywiście też czas żeby się poznać w bardziej „typowy” sposób, ale był to raczej przerywnik do toczącej się winnej dyskusji.

Jak na razie wszystko bardzo pozytywnie: usystematyzowanie wiedzy, fachowi prowadzący i „zajawkowicze” wina. A jak było z samym winem?! Teraz to już będzie brzmiało jak płatna reklama WinEdukacji (czym ten post nie jest!), ale tu znów na plus. Byłem już na zorganizowanych degustacjach, wokół których jest dużo „marketingu”, a potem winiarsko jest bardzo biednie – tanie butelki średniego wina. Tu byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, że organizatorzy rzeczywiście nie oszczędzali. WSET wymaga spróbowania typowego przykładu dobrego Bordeaux, Barolo czy Szampana, i na szczęście serwowane były bardzo dobra butelki za kilkaset złotych. Trafiło się też kilka takich „zapychaczy”, ale i tak były one niezłej jakości i naprawdę na żadne wino nie mogłem narzekać. A formalnie spróbowaliśmy 40 butelek (po godzinach podnieśliśmy licznik pewnie do ponad 45)! Był to zdecydowanie dobry sposób na ekspresową kalibrację podniebienia. Oprócz wymienionych już klasyków, w pamięć (jak i domową piwniczkę) zapadły mi też Shiraz z Australii oraz potężna Garnacha z Hiszpanii. Niektóre pozycje z kursu:

Langmeil Valley Floor, Shiraz, 2020, Barossa Valley, Australia

Prados Collecion Garnacha, Pagos del Moncayo, Aragonia, Hiszpania 

Chateau Cantenac Brown, 2015, Margaux, Francja

Azelia di Luigi Scavino Barolo, 2018, Piedmont, Włochy 

Champagne Brut Tradition Grand Cru, Blanc de Blancs, Bernard Pertois, Francja 

Absolutnym odkryciem był dla mnie Mas Xarot. Jest to producent Cavy z Katalonii. Za namową jednego z nowo poznanych kolegów raczyliśmy się tym musującym eliksirem kilka razy (gdyż podobno musiaki się nie liczą) poznając całą ofertę: od Brut Gran Reservy przez Gran Reservę Brut Natur, aż po edycję Enoteca. To niesamowite wino, które ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, przekonało mnie do win musujących! Zawsze takie wina pijałem i próbowałem, ale nigdy w sumie nie otwierałem dla przyjemności, ot tak po prostu, jak to robię regularnie z winem spokojnym. A teraz – zupełna odmiana! Każda okazja jest dobra na Mas Xarot’a. To doświadczenie pomogło mi również docenić i odnaleźć przyjemność w innych winach musujących. Co najlepsze, sprawdziłem już moc tej Cavy na kilku swoich znajomych i zadziałało podobnie. Coś w tym winie jest!

Gran Reserva Brut, 2019, Mas Xarot, Hiszpania  

Gran Reserva Brut Nature, 2017, Mas Xarot, Hiszpania  

Gran Reserva Enoteca, 2019, Mas Xarot, Hiszpania 

Ciekawostką spoza zajęć było też moje drugie w życiu wino korkowe. Gran Reserva Riojy (Sierra Cantabria Gran Reserva, 2014, Rioja, Hiszpania) okazała się zepsuta, co pomogło nam w praktyce sprawdzić wiedzę zdobytą podczas zajęć. Oczywiście butelka została wymieniona i porównaliśmy wino korkowe ze świetnym przykładem Riojy.

Podsumowując mój udział w kursie WSET był to bardzo przyjemnie spędzony czas, wiedza sama wpływała z kieliszka do głowy. Do egzaminu końcowego (to egzamin pisemny wielokrotnego wyboru, po angielsku) trzeba było trochę przysiąść i nauczyć się pewnych elementów na pamięć. Po latach znowu musiałem uruchomić część mózgu odpowiadającą za twarde zapamiętywanie nowych informacji. Nie było to łatwe, ale koniec końców bardzo satysfakcjonujące. Lokalizacje winiarskich upraw w Nowym Świecie przedstawiały największe wyzwanie, ale jakoś dałem radę. 

Mas Xarot’em, który do tego czasu wszedł już do kanonu, świętowaliśmy bardzo pozytywne wyniki z egzaminu. WSET 2 ogólnie, jak i jego wersję od WinEdukacji, mogę polecić wszystkim fanom wina. Jest to gwarantowana dobra zabawa, duża doza wiedzy i ekspresowa kalibracja podniebienia. Jak dla mnie, świadome picie wina znacząco zwiększa płynącą z niego przyjemność! Do tego, udało mi się poszerzyć grono znajomych o prawdziwych miłośników wina, z którymi zresztą udało nam się już zorganizować dalsze poszerzanie wiedzy (w praktyce, oczywiście). Oby tak dalej!

Wine bar Republika Wina: https://republikawina.pl/

Moje Refleksje z WSET-u Read More »

Kamper w Winiarni Testament.

Winiarnia Testament, Chorwacja

Historie winiarzy, których najczęściej zdarza mi się odwiedzać są zazwyczaj bardzo zbliżone. Albo jest to małżeństwo, które dopiero co zaczyna przygodę z winiarstwem albo jest to już któreś z kolei pokolenie winiarskiej rodziny. Jestem również świadom, że istnieją wielkie konglomeraty winiarskie produkujące miliony butelek rocznie, ale te odwiedzam zdecydowanie rzadziej. Jednak podczas wizyty w Testament Vinarija w północnej Dalmacji spotkałem się z dotychczas nieznaną mi w tej branży strukturą właścicielską.

W okolicy zdominowanej przez małe i rodzinne winiarnie, w małym budynku degustacyjnym powitała nas Szkotka. Jakby to nie było wystarczającym zaskoczeniem, wyjaśniła, że winiarnia finansowana jest przez szwedzki fundusz inwestycyjny. Ona sama mieszka w Sztokholmie, a w Chorwacji jest tylko na sezon letni. Lokalny winiarz trzymający pieczę nad Testamentem, Juraj Sladić, nadaje temu międzynarodowemu przedsięwzięciu chorwackiego charakteru. Zastanowił mnie również wybór nazwy winiarni. Najprościej byłoby postąpić zgodnie z lokalnym zwyczajem i nazwać winiarnię nazwiskiem głównego winiarza. Jednak ten przywilej wykorzystał już brat Juraja, który prowadzi własną rodzinną operację. Tak więc Szwedzi postawili na swój branding. Była do tego dorobiona jakaś historia, wymyślona przez drogich konsultantów od marketingu, ale chyba nie warto poświęcać na nią czasu.

Do sklepiku i baru degustacyjnego dojeżdża się polną drogą. Winiarnia Testament położona jest bardzo malowniczo, wśród pól z winogronami i łagodnych wzgórz na drugim planie. Na miejscu można spróbować trzy wina za 11 €, pięć za 22 € albo zapłacić jeszcze więcej za akompaniament przekąsek. Przy naszej sześcioosobowej grupie stwierdziliśmy, że bardziej ekonomicznie będzie kupić wszystkie wina i urządzić sobie swoją własną degustację. To też bezpardonowo oznajmiłem owej Szkotce. Jednak ona zachowała się bardzo profesjonalnie i zaproponowała, że opowie nam trochę o winiarni i winach oraz da nam kilka do spróbowania tak abyśmy nie kupowali totalnie w ciemno. Naszym kompromisem było spróbowanie win najdroższych (25-45 €), tak żeby było wiadomo czy opłaca się w nie zainwestować. Tańsze śmiało wzięliśmy bez degustacji.

Zacznijmy więc od win najprostszych (i najtańszych):

Dalmatian Dog Babić 2021 – Dalmatyńczyk, raczej proste i trochę niezbalansowane wino. Duża kwasowość i aromaty czerwonych owoców dominowały. Zapach nie był do końca przyjemny, aczkolwiek poprawił się z czasem. Może pod wpływem alkoholu? Dalmatian Dog Plavac Mali też nie zrobił na mnie dużego wrażenia.

Testament Babić 2021 – Porządne wino. Złożone, z ciekawymi niuansami, od razu zacząłem się zastanawiać czy nie zabrać kilku butelek do domu. Dębowe nuty, tytoń, śliwki i czarna porzeczka. Jednak nadal całkiem lekkie i nadające się do samodzielnego popijania.

Merga Victa Plavac – Wino z siostrzanej winnicy tego samego właściciela położonej na słynnej wyspie Korčula. Nigdy nie trafiłem jeszcze na tak wyraźny smak czekolady i wanilii w winie. Całkiem interesujące, jednak jednowymiarowość smaku była trochę przytłaczająca.

Testament Plavac Mali 2018 – Dobrze, że wino poleżało już trochę w butelce, bo po 6 latach prezentowało się bardzo dobrze. Aczkolwiek, jeszcze 2-3 lata pewnie dobrze mu posłużą. To wino z przytupem, pełne mocnych smaków dojrzałych jeżyn i śliwek oraz wyraźnych tanin.

Testament Tribidrag 2021 – To wino nie było jeszcze gotowe do picia, pełne niedopracowanej kwasowości i trawiastych nut. Ale dostrzegłem przesłanki, że za kilka lat może to być niezła kombinacja mocy, złożoności i elegancji. Trzeba jeszcze zaczekać.

Nie spróbowaliśmy białych win co pewnie było błędem. W winebarze Peškafondo w Primošten (też gorąco polecam!) piliśmy obłędny Pošip. Szacun za używanie tylko rodzimych szczepów winogron. Babić, który dominuje w regionie, rzeczywiście tworzy naprawdę przyjemne wina. Jedyny minus był taki, że lokalne wina niestety były dość drogie w restauracjach. Dziwna sprawa, w Hiszpanii jesteśmy w stanie dostać wino domowe za 8 €, a tu trzeba było wyłożyć już ponad 20 €. W Polsce też mało się słyszy o tych winach, a przecież Polacy walą w lato na Chorwację drzwiami i oknami. Trudno powiedzieć o co chodzi, ale miejmy nadzieję, że rynek chorwackich win w Polsce niedługo się rozkręci.

Winiarnia Testament, Chorwacja Read More »

View from the Mulec winery.

Pit stop na wino? Yes, please. – Winiarnia Mulec, Słowenia

Podróżując przez Europę, najczęściej przerwy na trasie robimy w hotelach sieci B&B albo Accor, albo w jakichś przypadkowych miejscach gdy jesteśmy już zmęczeni. Jednak od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym czy nie dałoby się tak zaplanować trasy, aby każdego wieczoru skończyć dzień degustacją wina, najlepiej w lokalnej winiarni. Przecież wino produkuje się praktycznie w każdym europejskim kraju! Podczas ostatniej podróży, która była moją pierwszą wycieczką na Chorwację, udało mi się zorganizować taką właśnie pauzę w słoweńskiej winnicy Mulec.

Akurat tym razem podróżowaliśmy kamperami i los, a raczej algorytm Google, tak chciał, że znalazłem winnicę, która oferowała miejsce postojowe dla kamperów ze wszelkimi wygodami. Zaczęło się dobrze, zjechaliśmy z autostrady w pofałdowany teren porośnięty winoroślą. Widoki były przepiękne, wręcz nie do opisania! Na miejscu, we wsi Jakobski Dol, zastaliśmy ojca gospodarza, który przywitał nas pytaniem, na które czeka każdy podróżujący miłośnik wina – “Would you like a glass of wine?” – na które chórem odpowiedzieliśmy, “Absolutely!”. Dobrze zmrożony Riesling był precyzyjny, orzeźwiający, a jednocześnie dość przyjemnie zaokrąglony. Wszystko wskazywało na to, że będzie to przyjemny wieczór…

Oferta naszego gospodarza Dušana to degustacja dziesięciu(!) win oraz talerz lokalnych przysmaków. Cena to 20 €(!!). Dobrze nam się rozmawiało, więc skończyło się na spróbowaniu czternastu win, co uznaje za bardzo owocną degustację! Sery i mięsa, własnej produkcji lub od znajomych sąsiadów były wyborne. W tym salami i szynka z jelonków, które Dušan sam hoduje i można je oglądać jak wypasają się na pastwisku poniżej głównego budynku gospodarstwa.

Win była cała feeria: musujące, białe, czerwone, wytrawne i półsłodkie. Były zdecydowanie przyjemne, choć dość proste, w dobrym znaczeniu tego słowa. Dobrze oddawały charakterystykę poszczególnych szczepów. Praktycznie wszystkie wina kosztowały 7 €, tylko niektóre dochodziły do 13 €.  Skupię się na tych które najbardziej zapadły mi w pamięć.

Zaczęliśmy bardzo nietypowo od czerwonego wina musującego. Było to wino robione metodą tradycyjną ze szczepu Zweigelt. Muszę przyznać, że było to pierwsze czerwone musujące wino jakie piłem i byłem pozytywnie zaskoczony. Wino miało intensywny czerwony kolor, a bąbelki były bardzo subtelne. W smaku dominowały czerwone owoce, maliny i poziomki.

Wspomniany na początku Riesling był bardzo dobrze zbalansowany. O charakterystycznie wysokiej kwasowości, ale świetnie uzupełnionej nutami owocowymi i kwiatowymi. Zielone jabłka i limonki oraz świeże polne kwiaty. Odpowiednio schłodzone naprawdę sprawdziło się świetnie.

Kolejną ciekawostką od Dušana było Pinot Noir zaserwowane w trzech wariantach – białe, różowe i czerwone. Dwa z nich znów były dla mnie zupełną nowością! Nie były to może wielkie wina, ale ciekawie pokazały ekspresję szczepu i jego ewolucję wraz ze zwiększającą się interwencją winiarza. Białe miało głównie nuty kwiatowe, w różowym pojawiły się już niedojrzałe czerwone owoce, które pokazały się już w pełnej krasie w czerwonym. Super eksperyment!

Równie dobrze zrobiony co Riesling okazał się Traminec, czyli Gewürztraminer. Miał on charakterystyczny, bardzo intensywny zapach różanego olejku. W smaku pełne ciało, z niską kwasowością i przyjemną goryczką uzupełniającą nuty owocowe.

Na koniec warto również wspomnieć o pomarańczowym Chardonnay. Było to wino macerowane przez 14 dni na skórkach, które potem trafiło do dębowych beczek. Efektem był intensywnie pomarańczowy kolor wina o zapach zupełnie przypominającym koniak. Po chwili pojawiał się jednak dość lekki, orzeźwiający smak świeżych pomarańczy, z lekką nutą pomarańczy w czekoladzie. Było to naprawdę coś unikatowego, eksperymentalne ale smaczne.

Następnego dnia po pożegnalnym porannym spacerze przez piękną okolicę, ruszyliśmy w dalszą drogę bogatsi o dwa kartony wina. Eksperyment ze spaniem w winnicy w trasie uznaję za w pełni udany. Dużym plusem było to, że po degustacji tylko kilka kroków dzieliło nas od czekających już łóżek w kamperach. Co ciekawe, następnego dnia rozliczyliśmy się z matką Dušana, która nie miała terminalu płatniczego i poprosiła nas o przelew, gdyż nie mieliśmy wystarczającego zapasu gotówki. Stwierdziła, że nie ma sensu płacić tylko za część usługi i takim sposobem wyjechaliśmy z winiarni Mulec tylko z obietnicą zapłaty (którą oczywiście natychmiast zrealizowaliśmy!). Podobno większość gości zatrzymuje się w Mulcu właśnie jadąc lub wracając z wakacji. Ten skrawek Słowenii zasługuje jednak, aby stać się docelową destynacją podróży. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł znowu tam gościć.

Pit stop na wino? Yes, please. – Winiarnia Mulec, Słowenia Read More »

Kazimierskie Wzgórza beczka z logo.

Winnica Kazimierskie Wzgórza, Kazimierz Dolny

Startujemy z Warszawy. Autostrada, pola, las, a potem jednopasmówka. Około półtorej godziny i jesteśmy w zupełnie odmiennej krainie. Otaczają nas wzgórza, wąwozy i historyczne domy. Kontynuując temat rodzimych winnic, tym razem wyruszyliśmy do jednego z popularniejszych ośrodków polskiego winiarstwa, czyli Kazimierza Dolnego.

Podczas poprzednich odwiedzin w regionie, w pamięć zapadło mi logo Kazimierskich Wzgórz. Tak więc, to właśnie tam się wybieramy. Czyżby znowu był to przypadek bardzo efektywnego marketingu, tak jak w Dwórznie? Jednak w Kazimierskich Wzgórzach jest dużo lepiej już od samego początku. Dzwonię zapytać o miejsca na najbliższą sobotnią wycieczkę dla czterech osób i możliwość zabrania psa – a po drugiej stronie wita mnie pełna uprzejmość i profesjonalizm. ,,Miejsca są, już robię rezerwację, pies to żaden problem.” Nawet znalazła się tańsza opcja wycieczki dla niepijącego kierowcy.

Oprowadza nas pani Bogusia, współwłaścicielka winnicy. Ciekawie opowiada o regionie, uprawie winorośli i podstawach robienia wina. Dowiadujemy się, że okolice Kazimierza Dolnego sprzyjają uprawie winorośli z kilku powodów. Po pierwsze okolica jest pagórkowata, a wzgórza pomagają z wystawą i odprowadzają nadmiar wody. Po drugie gleby – lekkie i przewiewne lessy osiadłe na charakterystycznych skałach wapiennych. Później oglądamy ściany wielu miejscowych budynków postawionych właśnie z tego kamienia. Ciekawostką są muszlę i inne kształty odbite w kamieniu. Po trzecie, Wisła. Królowa polskich rzek płynie przez miasto tworząc swoisty mikroklimat. No i jak się okazuje, Lubelszczyzna to najbardziej nasłoneczniony region w Polsce, nie najcieplejszy, ale z największą ilością godzin słonecznych. A wszyscy wiemy jak ważne jest to dla winogron.

Podczas tych i innych opowieści spacerujemy wśród winogron, próbując różnych odmian prosto z krzaka. Jest naprawdę sielsko i przyjemnie. Jest trochę za wcześnie na winobranie, ale pierwsze zbiory Solarisa już się odbyły. Właścicielka Kazimierskich Wzgórz zauważa, że jest to 2-3 tygodnie wcześniej niż zazwyczaj. To było naprawdę upalne lato, a opady znikome. Notuję sobie, że być może trzeba się zastanowić nad zrobieniem zapasu rocznika 2024. Przez taką pogodę mogą to być ciekawe wina, potencjalnie dość nietypowe jak na Polskie warunki.

Polska przecież, tak jak Austria, Niemcy czy Szwajcaria, znajduje się w tak zwanej zimnej strefie dla uprawy winogron. W Kazimierskich Wzgórzach około 70% odmian to szczepy białe. Co ciekawe, właściciele powoli eksperymentują z odmianami Vinifery, takimi jak Chardonnay, Riesling, Pinot Noir czy Zweigelt. Odmiany hybrydowe (specjalne odmiany winorośli przygotowane dla zimnej strefy) nadal dominują, ale ich udział z roku na rok się zmniejsza.

Nie obyło się również bez historii bardzo charakterystycznej dla Polski. Wino z poprzedniego roku nie zostało jeszcze zabutelkowane, a kolejne winogrona już zaczynają być zbierane. Chociaż magazyn stoi praktycznie pusty, to niezabutelkowanego wina nie można tam przewieźć, bo musiałoby najpierw zostać obanderowane akcyzą. I co ma biedny winiarz zrobić? Nie tylko walczy z nieprzewidywalnymi siłami natury, ale również z przewidywalnie irytującymi polskimi przepisami.

Na drugą część wycieczki wracamy do punktu wyjścia i zasiadamy przy ławach w altanie, aby cieszyć się komentowaną degustacją sześciu win. Do tego dostajemy selekcję lokalnych serów i cebularza. Szczególnie Bursztyn jest boski i sam jego smak rekompensuje całą inwestycję w tę wycieczkę. Na szczęście, winiarsko też jest bardzo pozytywnie. Zaczynamy od dwóch win musujących, Preludium i Ciao.

Preludium to wino musujące robione metodą szampańską z wybranych dwóch parceli Seyval Blanc. Preludium ma zaskakująco wyraźny zapach i ciekawy kolor. Jest to wino dość owocowe, ale naprawdę ładnie zbalansowane i przyjemne. Jak dla mnie konkuruje z niejednym Prosecco. Główne nuty to grejpfrut, zielone jabłko i trochę brzoskwini. Finisz nawet długi. W przyszłym roku planowana jest próba zrobienia wina musującego metodą szampańską z Chardonnay i Pinot Noir, czyli odmian używanych w Szampanii. Jestem bardzo ciekawy co z tego wyjdzie!

Ciao! to musujące wino różowe zrobione w stylu włoskiego frizzante. Początkowo jest to wino spokojne, do którego później dodawany jest dwutlenek węgla. Do zrobienia go użyto Zweigelta i Cabernet Cortis. Jest to bardzo dobre użycie tych odmian, szczególnie tej drugiej, która sama w sobie bardzo rzadko zachwyca. Ciao to esencja letniego napoju. Trochę taka oranżada, bardziej konkurencyjna dla cydru i piwa, niż wina. W ten upalny dzień wyśmienicie pełni swoją orzeźwiającą funkcję. Główne aromaty to truskawka i guma balonowa.

Następnie przechodzimy do win białych. Z tych próbujemy Chardonnay 2022, Riesling & Roter Riesling 2023. Chardonnay robione jest w klasyczny sposób z użyciem metody fermentacji jabłkowo-mlekowej. Ma dość blady, jasno żółty kolor. I zapach i smak natychmiast wskazują na Chardonnay, ale są one dość wycofane, wskazując na zimny klimat. Dobry balans nut maślanych i bułkowych oraz cytrusów. Przyjemna kwasowość.

Chardonnay to moment kiedy zaczynam się trochę nudzić. Każda butelka to ponad 15 minut opowiadania. Pytania praktycznie się nie pojawiają, co przyczynia się do atmosfery wykładu, a nie spotkania grupy ludzi próbujących wino. Oczywiście, część problemu wynika z tego, że dla mnie to już enta wycieczka kiedy słucham o dosage, Madame Clicquot i o tym, że czerwone wino jest czerwone tylko dzięki przedłużonemu kontaktowi białego przecież soku z czerwonymi skórkami. Jednak wydaje mi się, że można by zmniejszyć tę bombę informacyjną na rzecz dialogu z degustującymi. Wina są dobre, więc jest o czym rozmawiać. Zwłaszcza kiedy grupa jest dość kameralna. Wróćmy do ostatnich win.

Z białych win próbujemy jeszcze Riesling & Roter Riesling 2022 oraz Esterkę 2022. Esterka nazwę zawdzięcza lokalnej legendzie. Jest to kupaż Muscaris oraz Souvignier Gris. Zapach głównie winogronowy, ale też mocno kwiatowy, nuty bzu i akacji. Smaki głównie kwiatowe, akacja wysuwa się na pierwszy plan. Ze swoimi 12 gramami cukru jest całkiem niezłe do swobodnego popijania.

Z czerwonych poczęstowano nas Zweigelt’em 2023. Ma on rubinowy kolor. Wiśniowa frużelina w zapachu. Podobnie w smaku, chociaż tu jest to trochę bardziej niedojrzała wiśnia, z nutami żurawiny. Lekkie ciało, przyjemna goryczka i tanina. Naprawdę fajnie się to wszystko pije.

Obowiązkowo zostajemy na jeszcze jeden kieliszek wina zanim wybierzemy się na kolację w mieście. Chyba moja największa skarga to to, że nie było możliwości spróbować Pinot Noir. Pinot było dostępne na butelki, a więc nie wszystko stracone i nadrobię zaległości w domu! Wizyta w Kazimierskich Wzgórzach i popołudnie w Kazimierzu Dolnym to była czysta przyjemność. Od właścicielki do personelu pomocniczego, winiarnia pokazała się z jak najlepszej strony. Super, życzę dalszego powodzenia! Czekamy na rocznik 2024 i już planujemy następną wizytę.

Winnica Kazimierskie Wzgórza, Kazimierz Dolny Read More »

Dwórzno vineyard.

Siła marketingu – Winnica Dwórzno koło Warszawy

„Jest tam taka super atmosfera!”, „Można pochillować sobie na leżaczkach.”, „To idealny sposób na spędzenie sobotniego popołudnia”, „To tylko 30 min od Warszawy.” – słyszeliśmy co i raz o Winnicy Dwórzno. Jak można było się spodziewać w końcu ulegliśmy. Zapakowaliśmy psa oraz dwójkę znajomych i ruszyliśmy zbadać to winne szaleństwo, które ogarnęło stolicę. We wszystkich podekscytowanych komentarzach było ziarno prawdy. Dojazd jest naprawdę ekspresowy, a okolica przepiękna. Szczególnie ostatnie kilka kilometrów wiodące wąską drogą wśród pól, łąk i stawów. Słoneczny sierpniowy dzień też zrobił swoje. Sama winnica również posiada uroczy teren bardzo charakterystyczny dla mazowieckiej wsi – pola na których rosną winne grona wyrąbane są w sosnowo-brzozowym lesie.

Aczkolwiek, po wjeździe do samej winnicy stanęliśmy pośrodku dużego placu i trochę nie wiedzieliśmy co dalej. Po naszej lewej, na łące, zgodnie ze wszystkimi zdjęciami, stały wspomniane już palety do chillowania, ale to by było na tyle. Poza jedną samotną parą (co ciekawe, bez wina), ludzi brak. Po konsultacji z tą dwójką i chwili krążenia po placu udało nam się znaleźć drzwi, które prowadziły do improwizowanego sklepu. Nie ma nic złego w takich małych operacjach, bardzo lubię odwiedzać podobne miejsca, ale może jednak warto by postawić chociaż jeden czy dwa znaki ułatwiające gościom orientację.

O dziwo, w środku natknęliśmy się na natłok ludzi. Około 50-60 osób. Tłum mocno warszawski, dominowały młode pary i grupy znajomych. Jak się okazało była to grupa biorąca udział w wycieczce po winnicy. Nigdy w życiu nie widziałem tylu osób na zwiedzaniu winnicy, coś muszą robić naprawdę dobrze! – pomyślałem. Zachęceni tym widokiem nie zastanawialiśmy się już dłużej tylko poprosiliśmy o degustację wszystkich win. Do wyboru była albo cała butelka albo kieliszek, nic więcej. Hmm, ciekawe.

Niech będą kieliszki, jakoś się podzielimy. To chyba bezpieczniejsze, niż wyjść poza utarte ramy z panią z obsługi, która niestety nie grzeszyła uprzejmością. Pięć kieliszków kosztowało nas 120 złotych. Butelki wahały się od 80 do 120 zł. Dowiedzieliśmy się od owej „pomocnej” sprzedawczyni, że: „te są trochę bardziej wytrawne, a te trochę bardziej słodkie”. Zwięźle i na temat. Porcja chyba próbowała trochę zrekompensować cenę, bo trudno było donieść wszystko bez rozlania.

No więc jak to było z tymi trochę wytrawnymi i trochę słodkimi:

Solaris 2023 – bardzo jasny kolor, praktycznie przezroczysty z zielonkawymi refleksami. W zapachu zielone jabłka, trochę brzoskwini. To chyba jedno z tych wytrawniejszych, z nawet niezłym finiszem. W smaku trochę anyżku, mentolu, bzu, kwiatów oraz cytrusów. – bardzo jasny kolor, praktycznie przezroczysty z zielonkawymi refleksami. W zapachu zielone jabłka, trochę brzoskwini. To chyba jedno z tych wytrawniejszych, z nawet niezłym finiszem. W smaku trochę anyżku, mentolu, bzu, kwiatów oraz cytrusów.

Mazovia White 2022 – kolor zdecydowanie pełniejszy, żółty. W zapachu dużo bardziej owocowe, obecne nuty miodu akacjowego. Niestety gorzej wypadło smakowo, było dość jednowymiarowe. Główne wrażenie to kwasowość, powiedzmy cytryny i trochę grejpfruta.

Johanniter 2022 – kolor dość pełny, bardziej złoty, niż żółty. Mimo ciepłego dnia, wino podane w temperaturze pokojowej, mniam. Zapach niezbyt intensywny, trudno wyczuć coś konkretnego. Na języku lekki gazik. Smaku chyba jeszcze mniej, niż w poprzednim winie, bo nawet trudno tu o kwasowość. Może miało więcej cukru? Trudno było stwierdzić

Mazovia Red 2021 – kolory intensywnie bordowy, identyczny w tym i następnym czerwonym. W smaku można wyczuć aronie, czarną porzeczkę i trochę wiśni. Jednak szkoda, że smakowo brakowało mu wyrazu i ogólny profil był pozbawiony głębi. Kwasowości niewiele. Wszyscy się zgodzili, że Mazovia Red skojarzyło im się z kompotem.

Regent / Cabernet Cortis 2022 – kolor jak powyżej. Owoce w zapachu bardziej dojrzałe, porzeczkowe. Wydawało się, że paleta jest trochę przyjemniejsza, niż w poprzednim winie, ale było to tylko pierwsze wrażenie. Potem wszedł intensywny smak siarki, nie muszę chyba dodawać, że raczej nieprzyjemny. Pozostawił długi finisz, co w tym wypadku zdecydowanie nie wpłynęło korzystnie na ocenę tego wina.

Tak sobie siedzieliśmy i patrzyliśmy na ludzi wychodzących z wycieczki z kartonami wina. Przy zieleniejących się rzędach winorośli znów zebrało się co najmniej 50 osób na kolejną godzinę. Winnica Dwórzno może się pochwalić niesamowicie  skutecznym marketingiem (który przemówił również do nas) i świetnym pomysłem zbudowania miejskiej atrakcji, pomimo pewnego oddalenia od stolicy. Znudzeni Warszawiacy będą szukać czegoś „do zrobienia” w weekend, turyści znajdą to miejsce w rankingach top 10 unikatowych atrakcji Warszawy. Ułatwiony transport dzięki podstawionemu w centrum miasta autokarowi na pewno pomaga. W sumie, należy im się duża pochwała za bardzo dobry sens biznesowy. Żałuję tylko, że w tym całym pakiecie brakuje dobrego wina. A byłoby tak blisko, żeby móc się regularnie zaopatrywać! Tak coś czułem. Brzmiało to zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe…

Siła marketingu – Winnica Dwórzno koło Warszawy Read More »

Tasting set in De'Ricci.

Co kryją jaskinie wzgórza Montepulciano – Toskania, część 2

Liczy się wnętrze

Tak jak kiedyś wspominałem, I Cipressi było tylko wprowadzeniem do Vino Nobile di Montepulciano. Po bardzo przyjemnie spędzonym poranku nasza grupa ruszyła do pobliskiego Montepulciano, czyli bijącego serca tej winnej apelacji. Jest to typowe toskańskie miasteczko. Bardzo klimatyczne, z długą historią i swoją listą lokalnych legend. Oczywiście nie brak tu szerokiej gamy miejscowych kulinariów i trunków. Montepulciano jest położone na wzgórzu, jak przystało na ten włoski region. Czego nie widać na pierwszy rzut oka to to, co kryje się we wnętrzu wzniesienia. Miejskie wzgórze jest wręcz podziurawione jaskiniami i piwniczkami wykutymi w skale przez lokalnych winiarzy w ubiegłych stuleciach. Stwarzają one idealne warunki do przechowywania szlachetnego trunku. Nieźle to sobie  wymyślili, żeby tak ukryć swoje „źródełko”…

Najpierw trochę pokręciliśmy się po mieście, zjadając lunch i zachodząc do kilku winiarni, aby obejrzeć ich piwniczki i porównać różne ekspresje tego samego DOCG. Polecam jaskinie Talosy, które można obejrzeć bez żadnych opłat, oraz bonusowo zobaczyć ich już dość postarzone butelki (poniżej na zdjęciu). Zaszliśmy też do Contucci – to fajny bar z winem w dobrych cenach.

Gwóźdź programu – Winiarnia De’Ricci

Nie ukrywam, że do tej pory po prostu zabijaliśmy czas w oczekiwaniu na główne wydarzenie popołudnia. A tym było zwiedzanie legendarnej winiarni De’Ricci, słynącej ze swojej Katedry Wina. Dłuuuga historia winiarni De’Ricci sięga XIV wieku, aczkolwiek pierwszą jaskinię w tym miejscu ponoć wykopali jeszcze sami Etruskowie! Około dwieście lat po założeniu dodano nową przestrzeń do magazynowania wina oraz powstała słynna Katedra Wina De’Ricci. Nazwa tej wyjątkowej piwnicy sama nasuwa się na myśl dzięki architekturze tego miejsca, sprawiającej wrażenie podziemnego kościoła z trzema nawami. Zamiast rzędów ławek z wiernymi znajdziemy tam jednak góry baryłek z winem.

Z tą jaskinią/piwnicą związana jest miejscowa legenda, z najstarszym przodkiem rodziny De’Ricci w roli głównej. Podobno w XII wieku jaskinię zamieszkiwał pewien niezwykle uzdolniony człowiek. Mówiono, iż miał on niesamowity dar do przepowiadania pogody. Ponieważ nigdy się nie mylił coraz więcej mieszkańców miasteczka przychodziło do niego, żeby zapytać czy będzie słońce czy niepogoda. Wieść o nim w końcu dotarła aż do odległego Watykanu. Kościół oskarżył go o czarną magię i zagroził mu utratą życia. Pustelnik stwierdził, że jego sekret nie jest tego wart i wyjaśnił skąd pochodzą jego wieszcze zdolności. Twierdził, że co rano obserwuje żyjącego w pobliżu jeża. W zależności od tego czy zwierzak spojrzy na słońce czy nie, pokazuje mu to jaka będzie pogoda. Człowiek ten zyskał przydomek Riccio (z włoskiego jeż), od którego wywodzi się nazwisko rodu De’Ricci. Ja tam średnio się znam na jeżach, więc może jednak wróćmy do wina!

Nasza wizyta w De’Ricci uwzględniała przejście po piwnicach z przewodnikiem opowiadającym o zamierzchłych i tych mniej odległych losach rodziny. To zdecydowanie godne polecenia doświadczenie, które przypadło do gustu nawet tym w naszej grupie, którzy niekoniecznie interesują się winem. Kulminacją wycieczki była komentowana degustacja sześciu win okraszona lokalnymi przekąskami: serami, mięsem, chlebem i oliwkami.

Wina w De’Ricci

Zaczęliśmy od Aerae Brut 2021 (~56 zł.). Jest to ciekawostka, gdyż jest to wino musujące zrobione w całości z Sangiovese, czyli głównego czerwonego szczepu Toskanii. A jakże, na środku etykiety dumne miejsce zajmuje rodzinny jeż! Jeżeli chodzi o samo wino to dla mnie było ok. Główne nuty to cytrusy i może trochę zielonego jabłka. Ciekawa rzecz, ale na pewno nie jest to wino musujące, które podbije świat.

Następnie przeszliśmy przez klasyki apelacji: Rosso di Montepulciano 2021, Vino Nobile di Montepulciano 2019 oraz bardziej wyrafinowaną wersję tego drugiego, nazwaną Soraldo (również 2019). Wina były dobre, polepszały się zgodnie z hierarchią. Nie brakowało im  balansu i ciała odpowiedniego dla swojej klasy. Od pierwszej pozycji wyczuwałem smaki czerwonych owoców takich jak czerwone porzeczki, maliny oraz wiśnie. Wraz z kolejnymi butelkami dochodziły nuty dębu i wanilii wzbogacone o mokrą ziemię i dym. Do polecenia z czystym sercem, szczególnie dla fanów tego stylu.

Na koniec spróbowaliśmy dwa Super Tuscany. Te wina zaklasyfikowano jako IGT Toscana i wykonano z międzynarodowych szczepów, głównie kojarzonych z Bordeaux. Il Vignone 2019 to blend Merlot, Cabernet Sauvignon i Petit Verdot. Il Severo 2018 to 100% Merlot. Dość nietypowo, Il Severo robione jest z różnych szczepów w różnych rocznikach w zależności od jakości plonów, tak żeby uzyskać jak najlepsze wino. Szczepy wybierane są spośród Merlot, Cabernet Sauvignon, Petit Verdot i Syrah. Super Tuscany były całkiem niezłe, z dominującymi nutami śliwek i jeżyn. Dzięki dębowym beczkom pojawiły się też dodatkowe nuty tytoniu czy gorzkiej czekolady. Mimo to nadal nie zdołały mnie przekonać, że warto jest inwestować w nie-wloskie szczepy we Włoszech.

To jeszcze nie koniec

I tak zakończyliśmy pierwszy dzień eksploracji okolic Montepulciano, a konkretniej dobrze zapoznaliśmy się ze sławną apelacją Vino Nobile di Montepulciano. Przez wypasione nowoczesne winiarnie, małych rodzinnych winiarzy po prawie tysiącletnią historię, w Montepulciano można doświadczyć całej gamy przeżyć z wachlarza winnych doświadczeń. W tym wydaniu była to niesamowita podziemna świątynia wina rodu De’Ricci. Oczywiście, jak przystało na nawet krótkie toskańskie wakacje, wina było dużo więcej. Zostańcie ze mną, raczej będzie nam potrzebna część 3!

Co kryją jaskinie wzgórza Montepulciano – Toskania, część 2 Read More »

Algarve cliffs.

Francuska farma w Algarve – Quinta do Francês w Portugalii

Na południu Portugalii

Algarve to portugalska kraina falujących pagórków, dramatycznych klifów i pięknych plaż. Na zachodzie od strony Atlantyku ludzi jest stosunkowo niewiele, a krajobrazy są jak z innego świata. Pojedynczy surferzy próbują ujarzmić nieposkromiony ocean, a z brzegu przyglądają się im niemieccy emeryci w kamperach. Południowe wybrzeże zostało dość mocno rozbudowane w ostatnich latach, ale nadal jest tam dużo spokojniej, niż chociażby na hiszpańskim Costa del Sol (może z wyjątkiem kilku imprezowych spotów takich jak Lagos). I jak przystało na Portugalię, nawet w tym odległym miejscu uprawiane są winogrona i robi się wino.

Obecny nieWinny wypad był dosyć spontaniczny. Wolne popołudnie podczas podróży przez Algarve postanowiłem spędzić – jak to ja – w winiarni. Tym sposobem zboczyłem z ekspresówki na kilku kilometrową meandrującą szosę, aby znaleźć się na tarasie winiarnii Quinta do Francês. Widok był urzekający, z charakterystycznymi dla regionu suchozielonymi wzgórzami. Nie trafiliśmy akurat na żadną wycieczkę po winiarnii czy prowadzoną degustację, więc zamówiliśmy selekcję win w zmniejszonych porcjach degustacyjnych. Niemniej jednak udało mi się dowiedzieć tego i owego o winiarnii, zwłaszcza dzięki krótkiej rozmowie z właścicielką.

Quinta do Francês prowadzona jest przez Patricka, Francuza z włoskimi korzeniami (winiarska rodzina z Piedmontu) oraz Fatimę, Portugalkę. 12 hektarową winiarnię prowadzą od 2001 roku. Położona jest ona w malowniczej okolicy rzeki Odelouca. Większość uprawianych tam szczepów to odmiany międzynarodowe kojarzone głównie z Bordeaux i Doliną Rodanu. W winnicy nie brakuje również szczepów portugalskich, w tym oczywiście panującej w tym kraju Tourigi Nacional.

Największym wyzwaniem dla Patricka i Fatimy jest zdecydowanie klimat, a dokładnie jego nieprzewidywalność w ostatnich latach. Chociaż Algarve cieszy się ciepłym śródziemnomorskim klimatem to z roku na roku skrajne warunki pogodowe zdarzają się coraz częściej. W ostatnich latach w miesiące letnie temperatury sięgały 47 stopni, jak wspominała Fatima. Skutkuje to nietypowym, lecz obowiązkowym podlewaniem winogron – normalnie kilkudziesięcio metrowe korzenie same dają sobie radę. Za to w tym roku warunki są jeszcze dziwniejsze. Do połowy czerwca padało bardzo dużo i większość winogron u podnóży wzgórz i w pobliżu rzek zostało zarażone pleśnią. Skala strat jest jeszcze nieznana, ale na pewno będzie to znacząca część całkowitego zbioru.

Wina od Quinta do Francês

Cóż więc jest efektem tej nieprzerwanej walki z żywiołami na południowym krańcu Portugalii? Poniżej sześć win które zdegustowałem:

Sauvignon Blanc 2022 – praktycznie bezbarwne z ulotnymi refleksami jasnej zieleni. Nos wyraźnie owocowy – nuty ananasa i brzoskwini. Smaki dość zielone i trawiaste, wyczuwalny grejpfrut i skórka pomarańczy. Niewielka kwasowość.

Chardonnay 2020 – kolor od razu zauważalnie pełniejszy i bardziej żółty. W zapachu trochę drożdży, lecz przeważał mentol. Profil smakowy bardzo zbliżony do typowego Chardonnay, ale trzeba zaznaczyć, że to dość lekkie i orzeźwiające wino. Subtelne ciało bez efektu wypełnienia ust.

Odelouca Tinto 2021 – kupaż Syrah, Cabernet Sauvignon oraz lokalnego Trincadeira. Ciekawy zapach świeżych czerwonych owoców, ale też jogurtu lub sera. W smaku nuty borówek i jeżyn. Nawet przyjemnie długi finish. Dobry stosunek jakości do ceny.

Odelouca River Valley Touriga Nacional 2021 – wino o zdecydowanie ciemniejszym kolorze, tak jak przystało na ten szczep. Pewne nuty zapachowe podobne do Odelouca, lecz wyraźniej obecne są tu pieprz i mentol. Potężna tanina, która emanuje mocą. Wanilia, tytoń i dojrzała borówka, a może nawet aronia wypełniają usta. Wyważona kwasowość.

Odelouca River Valley Syrah Terraços 2021 – wyraźnie cieplejszy i bardziej owocowy aromat, praktycznie nic z mentolu i pieprzu, które były charakterystyczne dla Tourigi. Wspomnienie dopiero co wyjętego z piekarnika ciasta ze śliwkami przyszło mi na myśl podczas pierwszej degustacji. Wyraźnie było czuć jeszcze borówki i nuty wanilii i czekolady.

Ianthis Cabernet Sauvignon 2021 – najjaśniejszy kolor wśród czerwonych. Nos dość niewyraźny – dżem porzeczkowy, trochę pieprzu i tymianku. W smaku bardzo przyjemne, z mocnymi taninami. Nuty smakowe to głównie śliwki i dojrzałe ciemne owoce, trochę wanilii. Dobrze zbalansowane.

Ocean i wino

Syrah i Cab Sav to były naprawdę niezłe wina, ale przy ponad dwa razy wyższej cenie tym razem zdecydowałem się na zakup Tinto i Tourigi. Może kiedyś wrócę do  Quinta do Francês z trochę pokaźniejszym budżetem, bo ciekawy jestem jak te wina smakowałyby za kilka lat. Odludne Algarve zdecydowanie pozostaje mocnym  kandydatem do ponownych odwiedzin, nie tylko z winiarskich powodów. Mało jest rzeczy, które mogłyby równać się ze wczesnym porankiem spędzonym w objęciach oceanu na jednej z tamtejszych spektakularnych plaż. Piasek, sól i deska surfingowa – czego można chcieć więcej!

Francuska farma w Algarve – Quinta do Francês w Portugalii Read More »

Moldy tokaj bottles.

Mroczna słodycz słowackiego tokaju

Pisałem kiedyś o tym, jak ze zdziwieniem dowiedziałem się, że Tokaj to nie wyłącznie węgierski region. Jego skrawek leży również na Słowacji. Od tamtego momentu bardzo chciałem odwiedzić to miejsce. Podczas niedawnej wycieczki na Węgry na szczęście nadarzyła się okazja, żeby zatrzymać się tam po drodze. Krótka pauza na Słowacji, tuż przy węgierskiej granicy, pozwoliła nam wstąpić do dwóch miejsc. Zaczęliśmy od lunchu i kieliszka wina w Chateau Grand Bari, którego 7-letnia Lipovina uprzednio bardzo mnie zachwyciła. Następnie, w planach mieliśmy nocleg połączony z komentowaną degustacją w winiarni Tokaj Macik.

Chateau Grand Bari to bardzo eleganckie i nowoczesne miejsce. Widać, że ktoś porządnie zainwestował w ten biznes. Jednak, chyba ze względu na swoją niszowość, ceny nadal są bardzo przystępne (mimo sporej produkcji, enoturyści prawdopodobnie nie tak często wybierają się na Słowację). Do obiadu zdecydowaliśmy się na degustację 3 podstawowych win – Vulkano, Gentleman i Lipovina. Wszystkie z nich to wina białe – dwa pierwsze zrobione z furmintu, czyli szczepu używanego do wyrabiania tokaju. Są to przyjemne, mocno owocowe i kwasowe wina. Zdecydowanie godne polecenia do popijania w ogródku w słoneczny dzień.

Winiarnia Tokaj Macik

Bardziej chciałbym się dzisiaj skupić się na winiarni Tokaj Macik, która jest rodzinnym przedsięwzięciem specjalizującym się w wyrabianiu tokaju. Jest to bardzo klimatyczne miejsce, w zupełnie innym stylu niż Grand Bari. Byliśmy bardzo zadowoleni z oferowanego tam jedzenia (obowiązkowa kaczka z knedlami i czerwoną kapustą na kolację), wina i noclegu. Jednak zupełnym zaskoczeniem była dla nas wycieczka i miejsce degustacji. Okazało się, że pod posesją, na której stoi dom z pokojami do wynajęcia i restauracją kryje się cała sieć starych piwnic z idealnymi warunkami dla przechowywania i starzenia tokaju.

Jak objaśniła nasza gospodyni i przewodniczka wieczoru, a zarazem współwłaścicielka całego przedsięwzięcia, wraz z mężem kupili trzy sąsiadujące posesje właśnie ze względu na owe piwnice. Po ich połączeniu stworzyli jedną wielką podziemną przestrzeń, w której może zmieścić się kilkadziesiąt tysięcy butelek wina (oraz kilka stołów degustacyjnych dla gości). Doprawdy niecodzienne miejsce na delektowanie się lokalnym winem!

Jeszcze kilka słów o tokaju

Sącząc wina od Macika dowiedzieliśmy się co nieco o historii regionu. Tokaj jako region podobno od zawsze posiadał silną tradycję i jednolitą historię. W pewnym momencie został sztucznie przedzielony granicą państwową. Mimo tego, do dziś tokajscy winiarze współpracują ze sobą, dzielą się wiedzą i regularnie się odwiedzają. Patriotyzm regionalny jest tu dużo silniejszy niż ten narodowy. Słowacko-węgierski region spaja również geologia. Tak zwany tuf, czyli rodzaj wulkanicznej skały, jest nieodzownym składnikiem gleb, na których uprawiane są winogrona pod wyrób tokaju.

Tradycyjna metoda wyrabiania tokaju nie ucierpiała podczas zawirowań politycznych ostatnich stuleci. Tokaj nadal robi się tak jak za czasów sarmackiej Polski. Samorodni robiony jest z mieszanki zwykłych winogron jak i tych zakażonych szlachetną pleśnią. W zależności od proporcji zdrowych i spleśniałych winogron, można zrobić słodkie lub wytrawne wino (porównywalne do wytrawnych sherry). Z kolei Tokaj Aszú  to ten, w którym grona z pleśnią są wybierane ręcznie. Następnie lądują one w koszach (puttonyos) po 25 kg i są dodawane do bazowego wytrawnego wina. Im więcej koszy zużyje się na 136 litrów wina, tym słodszy i droższy będzie tokaj. Liczba koszy zawsze podana jest na etykiecie.

Esencją tokaju jest to co dzieje się później. Wina trafiają do piwniczek, gdzie panuje 85% wilgotność. Wilgoć i ciemność sprzyjają rozrostowi gigantycznych rozmiarów pleśni niezbędnej do starzenia i ewolucji tokaju. W przeciwieństwie do techniki używanej przy leżakowaniu typowego wina, butelki tokaju przechowuje się na stojąco. Ułatwia im to oddychanie i kontakt z pleśnią. Korek pozostaje zwilżony dzięki samej wilgoci w piwnicy (zazwyczaj osiągane jest to poprzez horyzontalną pozycję butelki). Co ciekawe, wszystkie butelki zaopatrzone są w plastikowe zawieszki ułatwiające identyfikację, gdyż etykiety w takich warunkach bardzo szybko niszczeją.

Teraz czas przejść do win od Tokaj Macik, a było ich aż osiem:

BIO MUŠKÁT ŽLTÝ 2023 – w piwnicznym mroku oświetlonym światłem świec trudno było określić kolor wina. Bukiet za to typowy dla muskatu, winogronowy i bzowy, bardzo aromatyczny. Świeży i wytrawny z nutami mentolu i anyżku. Dominujące akcenty smakowe to cytrusy – grejpfrut i limonka. Wino przyjemne, ale dość jednowymiarowe. 6.90 €, ~30 zł.

MONO Furmint 2022 – w porównaniu do poprzedniego wina, tutaj zapach zdecydowanie mniej aromatyczny, wyczuwalne nuty petroleum. Wysoka kwasowość. Główne nuty smakowe to cytryny i zielone jabłko. Skądinąd niezapomnianym aspektem tego wina jest sama butelka. Została wykonana w Bordeaux, gdyż miejscowi dostawcy nie mogli podołać szczegółowym wymaganiom. Etykieta jest naniesiona sprayem, a do tego korek jest szklany. Jest to jedyne słowackie wino prezentowane na wystawie w Bordeaux.

ROŇAVA 2016 – kupaż 85% furmintu i 15% lipoviny. Bardzo dojrzałe wino. Zadziwiająco rozbieżny smak i zapach, sugerujący dużą zawartość cukru i alkoholu, przy czym wino jest bardzo wytrawne i o normalnych procentach. Na nosie trochę jak sherry, dojrzałe jabłka i śliwki. Skoncentrowane dojrzałe jabłka w smaku. Kwasowość nadal utrzymana. Nazwa wina, Roňava, pochodzi od pobliskiej, sztucznie wytyczonej rzeki, będącej granicą z Węgrami.

TOKAJSKÉ SAMORODNÉ SUCHÉ 2005 – wino już prawie 20 letnie, ale w świetnej formie. Wydaje mi się, że to następny, lepszy stopień Roňavy. Smaki podobne, ale bardziej wyrafinowane i eleganckie, do tego wyczuwalne nuty wanilii i herbatników. Zabutelkowane w typowej dla tokaju półlitrowej butelce. Najczęściej podawane jako wytrawny aperitif.

MONO Lipovina 2019 – wino posiadające 30 g rezydualnego cukru, więc może być określone półsłodkim. Akacja, lipa i miód to wiodące nuty. Zazwyczaj nie jestem fanem tego typu win, ale tutaj słodkość nie była mdła i odrzucająco landrynkowa (brrr…) O dziwo wyczułem nawet nutę pieprzowości. To niewymagające wino powinno przypaść większości do gustu.

TOKAJSKÉ SAMORODNÉ SLADKÉ 2011 – słodka odsłona samorodnego tokaju, co od razu łatwo zgadnąć po zapachu. Wyczuwam tutaj pomarańcze, dojrzałe jabłka i nutę anyżku czy mięty. Dobry balans kwasowości i słodkości. Na degustacji było podane z serem ementaler, co okazało się pięknym połączeniem. Myślę, że bardzo dobrze pasowałoby też do zupy cebulowej. Duży potencjał do starzenia.

BOTRIS LATE HARVEST 2019 – furmint i lipovina w kupażu pół na pół. Jak sama nazwa wskazuje wino zrobione z gron zakażonych szlachetną pleśnią. Posiada 81 g rezydualnego cukru. Nietypowe na nosie – dla mnie czuć było benzynę i kiszone ogórki. Bukiet ostro kontrastował ze słodkim, miodowym smakiem. Nie sądzę, że jest to wino dla mnie. Ciekawostką było to, że właśnie to wino upatrzył sobie zaopatrzeniowiec Watykanu i już od lat przyjeżdża do Tokaj Macik po kilka skrzynek, którymi potem raczy się duchowieństwo.

TOKAJSKÝ VÝBER 3 PUTŇOVÝ 2009 – 65 g rezydualnego cukru. Wino z mocnymi smakami dojrzałych owoców, ale słodkości wywołanej zawartością cukru nie czuć. Ciekawe nuty takie jak masło shea, czy może owoce w czekoladzie, ale też suszone owoce takie jak rodzynki czy figi. Podane z gorzką czekoladą, co było bardzo trafnym zestawieniem. Wino obecnie piętnastoletnie, ale jeszcze z długą przyszłością przed sobą.

Co za miejsce!

Tokaj Macik totalnie mnie zaskoczył. Po pierwsze, pod zwykłym na pierwszy rzut oka gospodarstwem ukrywa prawdziwą skarbnicę winiarskich bogactw. Po drugie, zgodnie z kilkusetletnią tradycją regionu, wykorzystuje podziemne warunki rodem z filmu grozy do produkcji pierwszorzędnego słodkiego wina. Jak się okazuje pleśń jest pożądana nie tylko przy wyrabianiu serów – tokaj też jej potrzebuje. Przysłowie o książce i okładce samo nasuwa się na myśl…Co tam Sauternes czy Vin Santo, kiedy w pobliżu mamy słowacki tokaj!

Mroczna słodycz słowackiego tokaju Read More »

×