Montepulciano

Tasting set in De'Ricci.

Secrets of the Montepulciano hill – Tuscany, Part 2

Well-hidden bounty

As I mentioned before, I Cipressi was just an introduction to Vino Nobile di Montepulciano. After a very pleasant morning, our group headed to nearby Montepulciano, the very centre of this wine appellation. Montepulciano is a typical Tuscan town – very charming, with a long history and its own list of local legends. It goes without saying that it boasts a wide array of local culinary delights and drinks. In the typical fashion of this part of Italy, Montepulciano is perched on a hill. What’s not immediately apparent, however, is what happens within the town’s rock. The interior of the hill resembles Swiss cheese. It’s full of caves and cellars carved into the rock by local winemakers over the centuries. These tunnels create ideal conditions for storing wine. These Italians certainly had a clever idea to hide and preserve their wine bounty in this manner!

We wandered around the town a bit, had lunch, and visited a few wineries to check out their cellars and compare different expressions of the same DOCG. I recommend the Talosa’s cellars, which can be visited free of charge. There were some quite old Talosa wine bottles on display, I really liked that (picture below). We also stopped by Contucci – a nice and affordable wine bar.

The main event – De’Ricci winery

To be fair, until now, we were just killing time waiting for the main event of the afternoon. That special treat was a tour of the legendary De’Ricci winery, an outstanding place famed for their Wine Cathedral. The long history of the De’Ricci winery dates back to the 14th century, although the first cave on this site was supposedly dug by the Etruscans themselves! About two hundred years after its founding, new storage space was added and the renowned De’Ricci Wine Cathedral was built. The architecture of this exceptional cellar makes its name self explanatory. The space gives an unmistakable impression of a three nave, underground church. But instead of rows of pews and worshippers, you’ll find stacks of giant wine barrels.

There’s a local legend associated with this cave/cellar. It’s a story about the mythical ancestor of the De’Ricci family. Apparently, in the 12th century he lived in that cave. It was said that he had an incredible gift for predicting the weather. Since he was never wrong, more and more townspeople sought him out to learn about upcoming storms or fair weather. Word of him eventually reached distant Vatican City. The Church accused him of black magic which was punishable by death. The hermit decided that his secret wasn’t worth his life and revealed the source of his prophetic abilities. He claimed that every morning he was looking at a hedgehog living nearby. Whether the animal looked up toward the sun or not, it was a sign for him to judge the weather for that day. This man was nicknamed Riccio (Italian for hedgehog). De’Ricci family name is linked to that ancient nickname. Hedgehogs are not my speciality, though, so let’s get back to wine!

Our visit in De’Ricci, of course, included a guided tour of the cellars. We learned about the distant and not-so-distant history of the family. I would highly recommend the tour. Even those in our group who weren’t that bothered about wine really enjoyed it. The highlight of the tour was a guided tasting of six wines, accompanied by Italian cheeses, meats, bread and olives.

The De’Ricci wines

We started with Aerae Brut 2021 (13 €). It’s an interesting one. Aerae is a sparkling wine made entirely from Sangiovese, Tuscany’s main red grape. No surprise, the family hedgehog proudly occupies the centre of the label! As for the wine itself, it was okay. The main notes were citrus coupled with a bit of green apple. It was an interesting novelty, but certainly not a sparkling wine that will take the world by storm.

Next, we went through the classics of the appellation: Rosso di Montepulciano 2021, Vino Nobile di Montepulciano 2019, and a more refined version of the latter, called Soraldo (also 2019). The wines were good, improving within the hierarchy as expected. They exhibited balance and body that showcased their quality well. From the bottle of Rosso, I could taste red fruit like red currants, raspberries, and cherries. With each subsequent bottle, oak and vanilla notes emerged, enriched by wet earth and smoke. I can wholeheartedly recommend these, especially to fans of this style of wine.

Na koniec spróbowaliśmy dwa Super Tuscany. Te wina zaklasyfikowano jako IGT Toscana i wykonano z międzynarodowych szczepów, głównie kojarzonych z Bordeaux. Il Vignone 2019 to blend Merlot, Cabernet Sauvignon i Petit Verdot. Il Severo 2018 to 100% Merlot. Dość nietypowo, Il Severo robione jest z różnych szczepów w różnych rocznikach w zależności od jakości plonów, tak żeby uzyskać jak najlepsze wino. Szczepy wybierane są spośród Merlot, Cabernet Sauvignon, Petit Verdot i Syrah. Super Tuscany były całkiem niezłe, z dominującymi nutami śliwek i jeżyn. Dzięki dębowym beczkom pojawiły się też dodatkowe nuty tytoniu czy gorzkiej czekolady. Mimo to nadal nie zdołały mnie przekonać, że warto jest inwestować w nie-wloskie szczepy we Włoszech.

Finally, we tried two Super Tuscans. These wines are classified as IGT Toscana and are made from international varieties mainly associated with Bordeaux. Il Vignone 2019 is a blend of Merlot, Cabernet Sauvignon, and Petit Verdot. Il Severo 2018 is 100% Merlot. Quite unusually, Il Severo is made from different varieties in different vintages, depending on the quality of the harvest, with the aim to produce the best possible wine. The varieties are chosen from among Merlot, Cabernet Sauvignon, Petit Verdot, and Syrah. The Super Tuscans were quite good, with dominant notes of plums and blackberries. Thanks to ageing in oak barrels, additional notes of tobacco and dark chocolate emerged. I enjoyed Il Vignone and Il Severo, but they didn’t manage to convince me that it’s worth investing in non-Italian varieties in Italy.

I’m afraid I am not finished with Tuscany just yet

After the tasting in De’Ricci we were finally done for the day. It was fun to explore Montepulciano and the area with the family. Particularly enjoyable was getting acquainted with the famous Vino Nobile di Montepulciano appellation. From modern, luxurious wineries to small family farms, in Montepulciano you can experience the full range of wine-themed adventures. The incredible underground wine temple of the De’Ricci family was an unquestionable showstopper of today’s journey to unWined. Naturally, as befits even a short Tuscan vacation, there was much, much more wine. Stay tuned – we’ll likely need a part 3!

Secrets of the Montepulciano hill – Tuscany, Part 2 Read More »

Tasting set in De'Ricci.

Co kryją jaskinie wzgórza Montepulciano – Toskania, część 2

Liczy się wnętrze

Tak jak kiedyś wspominałem, I Cipressi było tylko wprowadzeniem do Vino Nobile di Montepulciano. Po bardzo przyjemnie spędzonym poranku nasza grupa ruszyła do pobliskiego Montepulciano, czyli bijącego serca tej winnej apelacji. Jest to typowe toskańskie miasteczko. Bardzo klimatyczne, z długą historią i swoją listą lokalnych legend. Oczywiście nie brak tu szerokiej gamy miejscowych kulinariów i trunków. Montepulciano jest położone na wzgórzu, jak przystało na ten włoski region. Czego nie widać na pierwszy rzut oka to to, co kryje się we wnętrzu wzniesienia. Miejskie wzgórze jest wręcz podziurawione jaskiniami i piwniczkami wykutymi w skale przez lokalnych winiarzy w ubiegłych stuleciach. Stwarzają one idealne warunki do przechowywania szlachetnego trunku. Nieźle to sobie  wymyślili, żeby tak ukryć swoje „źródełko”…

Najpierw trochę pokręciliśmy się po mieście, zjadając lunch i zachodząc do kilku winiarni, aby obejrzeć ich piwniczki i porównać różne ekspresje tego samego DOCG. Polecam jaskinie Talosy, które można obejrzeć bez żadnych opłat, oraz bonusowo zobaczyć ich już dość postarzone butelki (poniżej na zdjęciu). Zaszliśmy też do Contucci – to fajny bar z winem w dobrych cenach.

Gwóźdź programu – Winiarnia De’Ricci

Nie ukrywam, że do tej pory po prostu zabijaliśmy czas w oczekiwaniu na główne wydarzenie popołudnia. A tym było zwiedzanie legendarnej winiarni De’Ricci, słynącej ze swojej Katedry Wina. Dłuuuga historia winiarni De’Ricci sięga XIV wieku, aczkolwiek pierwszą jaskinię w tym miejscu ponoć wykopali jeszcze sami Etruskowie! Około dwieście lat po założeniu dodano nową przestrzeń do magazynowania wina oraz powstała słynna Katedra Wina De’Ricci. Nazwa tej wyjątkowej piwnicy sama nasuwa się na myśl dzięki architekturze tego miejsca, sprawiającej wrażenie podziemnego kościoła z trzema nawami. Zamiast rzędów ławek z wiernymi znajdziemy tam jednak góry baryłek z winem.

Z tą jaskinią/piwnicą związana jest miejscowa legenda, z najstarszym przodkiem rodziny De’Ricci w roli głównej. Podobno w XII wieku jaskinię zamieszkiwał pewien niezwykle uzdolniony człowiek. Mówiono, iż miał on niesamowity dar do przepowiadania pogody. Ponieważ nigdy się nie mylił coraz więcej mieszkańców miasteczka przychodziło do niego, żeby zapytać czy będzie słońce czy niepogoda. Wieść o nim w końcu dotarła aż do odległego Watykanu. Kościół oskarżył go o czarną magię i zagroził mu utratą życia. Pustelnik stwierdził, że jego sekret nie jest tego wart i wyjaśnił skąd pochodzą jego wieszcze zdolności. Twierdził, że co rano obserwuje żyjącego w pobliżu jeża. W zależności od tego czy zwierzak spojrzy na słońce czy nie, pokazuje mu to jaka będzie pogoda. Człowiek ten zyskał przydomek Riccio (z włoskiego jeż), od którego wywodzi się nazwisko rodu De’Ricci. Ja tam średnio się znam na jeżach, więc może jednak wróćmy do wina!

Nasza wizyta w De’Ricci uwzględniała przejście po piwnicach z przewodnikiem opowiadającym o zamierzchłych i tych mniej odległych losach rodziny. To zdecydowanie godne polecenia doświadczenie, które przypadło do gustu nawet tym w naszej grupie, którzy niekoniecznie interesują się winem. Kulminacją wycieczki była komentowana degustacja sześciu win okraszona lokalnymi przekąskami: serami, mięsem, chlebem i oliwkami.

Wina w De’Ricci

Zaczęliśmy od Aerae Brut 2021 (~56 zł.). Jest to ciekawostka, gdyż jest to wino musujące zrobione w całości z Sangiovese, czyli głównego czerwonego szczepu Toskanii. A jakże, na środku etykiety dumne miejsce zajmuje rodzinny jeż! Jeżeli chodzi o samo wino to dla mnie było ok. Główne nuty to cytrusy i może trochę zielonego jabłka. Ciekawa rzecz, ale na pewno nie jest to wino musujące, które podbije świat.

Następnie przeszliśmy przez klasyki apelacji: Rosso di Montepulciano 2021, Vino Nobile di Montepulciano 2019 oraz bardziej wyrafinowaną wersję tego drugiego, nazwaną Soraldo (również 2019). Wina były dobre, polepszały się zgodnie z hierarchią. Nie brakowało im  balansu i ciała odpowiedniego dla swojej klasy. Od pierwszej pozycji wyczuwałem smaki czerwonych owoców takich jak czerwone porzeczki, maliny oraz wiśnie. Wraz z kolejnymi butelkami dochodziły nuty dębu i wanilii wzbogacone o mokrą ziemię i dym. Do polecenia z czystym sercem, szczególnie dla fanów tego stylu.

Na koniec spróbowaliśmy dwa Super Tuscany. Te wina zaklasyfikowano jako IGT Toscana i wykonano z międzynarodowych szczepów, głównie kojarzonych z Bordeaux. Il Vignone 2019 to blend Merlot, Cabernet Sauvignon i Petit Verdot. Il Severo 2018 to 100% Merlot. Dość nietypowo, Il Severo robione jest z różnych szczepów w różnych rocznikach w zależności od jakości plonów, tak żeby uzyskać jak najlepsze wino. Szczepy wybierane są spośród Merlot, Cabernet Sauvignon, Petit Verdot i Syrah. Super Tuscany były całkiem niezłe, z dominującymi nutami śliwek i jeżyn. Dzięki dębowym beczkom pojawiły się też dodatkowe nuty tytoniu czy gorzkiej czekolady. Mimo to nadal nie zdołały mnie przekonać, że warto jest inwestować w nie-wloskie szczepy we Włoszech.

To jeszcze nie koniec

I tak zakończyliśmy pierwszy dzień eksploracji okolic Montepulciano, a konkretniej dobrze zapoznaliśmy się ze sławną apelacją Vino Nobile di Montepulciano. Przez wypasione nowoczesne winiarnie, małych rodzinnych winiarzy po prawie tysiącletnią historię, w Montepulciano można doświadczyć całej gamy przeżyć z wachlarza winnych doświadczeń. W tym wydaniu była to niesamowita podziemna świątynia wina rodu De’Ricci. Oczywiście, jak przystało na nawet krótkie toskańskie wakacje, wina było dużo więcej. Zostańcie ze mną, raczej będzie nam potrzebna część 3!

Co kryją jaskinie wzgórza Montepulciano – Toskania, część 2 Read More »

View from Montepulciano.

Tuscany – more than a cliché? – part 1

For a wine lover Tuscany is a true classic, sometimes to a point of inadvertently becoming a cliché. Mesmerising views, mediaeval villages and hoards of American tourists – everybody knows that! So, if you are looking for a detailed description of the region, suggestions for day trips or history of Tuscany, I am afraid you will need to search elsewhere. What I will offer though is a brief account of my idea of a certain way to unWined during Italian holidays. Arguably, there is no better activity (or rather slightly tipsy inactivity) to partake in , than a group visit to some local wineries while in the sunny Tuscany. In my case, it was a fun family group of twelve. What could go wrong, right? At least, the bigger the group, the better a chance to find a designated driver!

Our first stop was Poliziano winery near Montepulciano. Definitely an elegant place with a wide, cypress-lined driveway, manicured lawns and classy wine tasting venue. Similarly inside: a big reception desk, glass cabinets full of wine bottles and well dressed staff. They were very accommodating and even though we had not booked, we were offered a tasting option. It was 20 euros per person for three wines. We were to sit at a big table with white tablecloth, next to other guests who were quietly sipping their wine. Suddenly, there were some quiet murmurs in our ranks, some morose faces and finally we decided not to go through with the tasting. Maybe, because it was just too early (not even 11 am), but I had a feeling that the group did not like the vibe of the place. Although quite lovely, the winery seemed a bit stiff and pompous – the exact stigma which makes wine inaccessible for so many people. It just did not fit our bill for a fun and informal day. A shame, but we were not disheartened. I just hoped that the next place on my list would be more to our taste! Back to the car then.

We didn’t have to drive for long and after barely 10 minutes we found ourselves in I Cipressi Winery. Just off a narrow gravel round, there it was – a simple and inconspicuous winery building. Outside, an older gentleman welcomed us with a big smile and inviting gestures. His dark complexion and calloused hands gave him away. It was not hard to guess that he was a hardworking farmer. Although the winemaker, Luigi Frangiosa, didn’t speak much English, our “Vino, taste, taste” was easy enough to comprehend. “My son, 2 minutes, wait”, he said – it must be a family affair we deduced. After a short while twenty-something, English fluent Manuel appeared. He excused his sore throat blaming it on the weather (in August, in Tuscany, really?). This could’ve been the cause, but we shortly learned that the previous day Montepulciano had had its annual Bravìo delle Botti festivities. During this holiday, teams from different neighbourhoods of the town compete in an unusual race. They race each other to the top of the steep hill while rolling wine barrels. The wine is not only rolled up but also consumed in large quantities. Anyway, our aunt offered Manuel a lozenge and we could focus on why we were all here.

The tasting featured a whole range of wines produced in the winery – we went from rose, Rosso di Montepulciano, Vino Nobile di Montepulciano to Riserva and Supertuscan (10 euro per person). Of course, we were most eager to try Vino Nobile. The name of this flagship wine from the area is associated with nobility that used to have a particular taste for it. The quality and rigorous rules governing the production of Vino Nobile di Montepulciano are safeguarded by its DOCG appellation status. Everybody seemed to be quite excited and relaxed in this more rustic set up. We couldn’t wait to start our Vino Nobile adventure. Manuel was leading the way, but Luigi kept watch by the door the whole time, casting quick glances full of pride at his son.

First, we were offered an experimental 2021 Rosato (a rose wine) made wholly from the most important Tuscan grape, Sangiovese. Manuel explained that it was just a second vintage of this less typical (for Tuscany) wine. I don’t have this on record, but I can’t help but think that this was Manuel’s idea. His contribution to modernise and refresh the traditional family winery. Our party was pleasantly surprised with the rose. It was fresh and enjoyable. Everybody instantly thought about drinking it by the pool in our Airbnb. We detected notes of ripe peach. Quite acidic taste made it really refreshing.

Next, we moved to the three local stars. First came 2020 Rosso di Montepulciano, 95% Sangiovese, 5% two other local varieties. It was nice and simple – aged exclusively in stainless steel tanks to retain freshness and approachability. Notes of red fruit, cherry and cranberry, dominated. A sip revealed a good balance with smooth and lively tannins. Certainly a great starter wine to get a feel of what the region and Sangiovese is about.

It was time for 2018 Vino Nobile di Montepulciano – 100% Sangiovese. This wine was aged for 2 years in slavonian (region in Croatia) barrels. Quite complex on the nose, with hints of leather, tobacco and blackberries. It was quite fresh, tasting strongly of plums and ripe cherries, with a hint of chocolate. Fairly tannic and acidic, it will surely improve in a few years. Satisfying finish lingered for quite a while.

Finally, the bottle of the most anticipated 2018 Vino Nobile di Montepulciano Riserva appeared. As in the case of the previous wine, it was 100% Sangiovese, but this time aged for longer. More complex ageing starts with 3 years in slavonian oak barrels, followed by 6 months of aging in bottle. The nose was full of tobacco, black pepper and spices. The wine was multilayered, mouth-filling with a very long finish. Flavours of prunes, tobacco and even coffee were detectable. My sister-in-law, who just recently started her wine journey, suddenly had a huge grin on her face. For the first time she tried a wine of this calibre, but she had no difficulty appreciating how well-built it was. Especially, when compared to some easier and fresher wines that we had tried in the past. We kept complimenting the wine in Polish, but Luigi seemed to understand us perfectly well and knew which wine we liked the most. He glanced at his son with that unmistakable: “I told you so” look. Have we been witnessing a quiet generation clash? The youth championing unconventional methods and experimenting versus the wisdom and traditional ways of the previous generation?

The younger winemaker peppered the tasting with tidbits of their family history. We learned that the Frangiosa family moved here from the South in the sixties, acquired some land and started to grow grapes for sale to other wineries. Later they decided to start making their own wine and market it under their own brand. Every now and then, Manuel was asking us some questions: how had we found them, where were we staying, etc. This showed that besides being a wine producer, he had a keen, business-oriented mindset that grasped how important it is to know your customers’ behaviour and create a certain experience for them. It was important for him to make his guests happy to make sure they would leave the tasting with positive reviews, write something online and tell their friends about the amazing time they had.

To finish things off we tried a Supertuscan, 2020 IGT Toscana, a blend of Sangiovese, Cabernet Sauvignon and Merlot. It was not too bad, pretty fresh and fruity. Regardless, I must confess I am not the biggest fan of Supertuscans. Why use international grape varieties in Italy, a country that boasts hundreds of indigenous ones?!

After we packed the cars with cases of wine we wanted to take home, everybody gathered on a terrace to soak up the view for a few more minutes: I Cipressi grape vines, rolling hills and dramatic clouds. My thoughts were coming back to the contrast between the two wineries we had visited that day. In the present experience economy, it’s a challenge to find the balance to be professional and authentic at the same time. The businesses opting for a high end and sophisticated look might suffer from being superficial and lacking substance (often being overpriced at the same time). On the other hand, if a business owner forgets that their customers are expecting a certain experience, that the winemaker is not just selling a product, but a story and a certain feeling, visitors might feel neglected and will not come back again! I Cipressi seemed to strike a really good balance.

It was only early afternoon so I finished my musings and looked ahead to the next stop of our classic Italian holidays. Andiamo!

Tuscany – more than a cliché? – part 1 Read More »

View from Montepulciano.

Toskania – nieoczywista oczywistość? – część 1

Toskania winiarsko to prawdziwy klasyk, ale też swego rodzaju cliché – piękne krajobrazy, średniowieczne wioski i zatrzęsienie amerykańskich turystów. Wszystko to już było powiedziane. Tak więc po peany o regionie, plany jednodniowych wycieczek czy historyczny szkic odsyłam do innych źródeł. To co nieWinny Podróżnik może zaproponować to sprawozdanie z odwiedzin w kilku winiarniach jako alternatywny pomysł na grupową aktywność (lub raczej lekko wciętą nieaktywność) podczas wakacji we Włoszech. W naszym przypadku była to wesoła, rodzinna grupa 12 osób. A im więcej osób tym lepiej – zawsze większa szansa na to, że znajdzie się jakiś kierowca wolontariusz.

Rozpoczynamy w winiarni Poliziano koło Montepulciano. Wita nas cyprysowa aleja, piękne budynki i duży parking. W środku recepcja, gabloty z winem i pani w garniturze. Mimo braku rezerwacji z naszej strony obsługa obiecuje nas przyjąć – degustacja kosztuje 20 euro za osobę za trzy wina, mamy zasiąść przy wielkim stole z białym obrusem, obok inni goście. U nas trwają narady, miny dość skwaszone i jednak decydujemy się na szybki odwrót. Tłumaczymy to godziną (w sumie jest jeszcze przed 11:00), ale to chyba bardziej klimat całego miejsca, dość sztuczny, pompatyczny i ekskluzywny, czyli wszystko to co w winie zazwyczaj odpycha. Trudno, wskakujemy w samochody i jedziemy dalej. Mam nadzieję, że inne miejsca które wybrałem kierując się klasycznymi pozycjami i kilkoma blogami przypadną nam bardziej do gustu!

Po zaledwie 10 minutach dojeżdżamy do winnicy I Cipressi. Wjeżdżamy prosto z szutrowej drogi na mały placyk przed budynkiem przypominającym trochę większą komórkę. Przed drzwiami stoi starszy pan. Szeroki uśmiech na twarzy i gesty zapraszające nas do środka. Jego cera i dłonie wskazują na człowieka, który ciężko i na pewno od lat pracuje na roli. „Vino, taste, taste”, wyjaśniamy pomagając sobie międzynarodowymi gestami. „No English, my son, 2 minutes, wait”, uśmiecha się gospodarz Luigi Frangiosa. Najwyraźniej to rodzinny biznes. Czekamy cierpliwie i za chwilę rzeczywiście pojawia się ów syn. Dwudziestokilkuletni chłopak, Manuel, świetnie mówiący po angielsku. Głos trochę mu się łamie, co tłumaczy zmianami pogody (w sierpniu, w Toskanii?). Miło z jego strony, ale w trakcie następnej godziny dowiadujemy się o wczorajszym święcie Bravìo delle Botti w pobliskim Montepulciano i hektolitrach wypitego wina. Podczas tego festiwalu drużyny z różnych dzielnic miasteczka biorą udział w nietypowym wyścigu – wtaczają beczki z winem na szczyt stromego wzgórza. Ciocia ratuje sytuację Cholinexem i przechodzimy do sedna naszej wizyty.

Będziemy próbować całą gamę wyrobów rodzinnej winiarni – od różowego, przez Rosso di Montepulciano, Vino Nobile di Montepulciano, Reservę, aż po Supertuscana. Vino Nobile, którego nazwa pochodzi od ludzi szlachetnego pochodzenia pijących ten lokalny specjał, jest najważniejszym winem tej okolicy. Ma zastrzeżoną apelację, we Włoszech oznaczaną jako akronim DOCG, która ściśle określa sposób produkcji i ma zapewnić pewną jakość. Cena 10 euro za degustację była bardziej przystępna, rodzinne smakołyki na stole, atmosfera zdecydowanie bardziej swojska. Zasiadamy przy dwóch stolikach gotowi na naszą pierwszą podróż przez Vino Nobile di Montepulciano. Mimo że Manuel jest gwiazdą całej degustacji, Luigi cały czas stoi w drzwiach bacznie obserwując nas i nasze reakcje, ale widać też że z dumą co i raz zerka na syna.

Startujemy od eksperymentalnego Rosato 2021 zrobionego w 100% z flagowego toskańskiego szczepu Sangiovese. Jak wyjaśnia Manuel to dopiero drugi rocznik tego mniej typowego dla toskańskich winiarzy wina. Nie pytałem wprost, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że musi to być bezpośrednia ingerencja syna w ożywienie i unowocześnienie rodzinnej winiarni z tradycją. Wszyscy są bardzo pozytywnie zaskoczeni tym różowym winem. Jest świeże i przyjemne, od razu myślami przenosimy się nad basen, który czeka na nas w naszym Airbnb. Posiada bukiet pełen soczystej brzoskwini, a w smaku jest dość kwasowe co tylko podkreśla uczucie świeżości.

Następnie przechodzimy do trzech głównych win. Zaczynamy od Rosso di Montepulciano z 2020 roku zrobionego w 95% z Sangiovese z domieszką dwóch innych lokalnych odmian winogron. Jest to wino łatwe i przyjemne, starzone tylko i wyłącznie w stalowych zbiornikach, aby zachować świeżość i dostępność. Pachnie czerwonymi owocami takimi jak wiśnie czy żurawina. W smaku jest dobrze wyważone z energicznymi i miękkimi taninami. Zdecydowanie dobre wprowadzenie do stylu regionu i Sangiovese.

Vino Nobile di Montepulciano, które próbujemy jako kolejne, to już 100% Sangiovese z 2018 roku. Było starzone przez 2 lata w beczkach z dębu slawońskiego, pochodzącego z krainy na wschodzie Chorwacji. Wita nas złożony bukiet pełen zapachów skóry i tytoniu z domieszką jeżyn. W smaku świeże z mocnymi nutami śliwek i dojrzałych wiśni oraz posmakiem czekolady. Dość kwasowe i taniczne, zdecydowanie może jeszcze poleżakować. Dłuższy finisz, który pozostawia przyjemny posmak.

Potem przyszedł czas na główne wino dzisiejszej degustacji czyli Vino Nobile di Montepulciano Riserva z 2018 roku. Tak jak w przypadku poprzedniego wina jest to 100% Sangiovese, ale według przepisów okres starzenia jest dłuższy i bardziej złożony. Zanim zostanie dopuszczone do sprzedaży, leżakuje ono 3 lat w beczkach ze slawońskiego dębu oraz pół roku w butelce. W bukiecie dominuje tu tytoń, pieprz i ostre przyprawy. W smaku wielowarstwowe, wypełniające usta z bardzo długim finiszem. Królują suszone śliwki, tytoń a nawet kawa. Widzę zdziwienie, a potem wielki uśmiech na twarzy mojej szwagierki, która dopiero niedawno rozpoczęła swoją przygodę z winem. To jest klasa, której nie udało jej się dotąd doświadczyć, ale doceniła ją od razu i zwróciła uwagę na zapachy i smaki, a szczególnie na kontrast ze świeższymi winami, które próbowaliśmy wcześniej. Mimo, że nasze okrzyki były wyłącznie po polsku, Luigi od razu dedukuje prawidłowo, które wino smakuje nam najbardziej, rzucając wymowne „a nie mówiłem” spojrzenia swojemu synowi. Czy na naszych oczach toczy się walka pokoleń? Młodość promująca nowe i niestandardowe podejście i eksperymenty versus tradycja i klasyka poprzedniego pokolenia?

Młody winiarz przeplata degustację historią rodzinną – wyprowadzką z południa, kupnem ziemi w tym regionie, uprawianiem winogron na sprzedaż, a później próbą sił z wytwarzaniem swojego wina i budowaniem własnej marki. Pomiędzy tymi opowieściami wplata sprytne pytania – jak nas znaleźliście, ile jechaliście, itd. wskazujące na to, iż Manuel to nie tylko producent wina, ale też zaradny przedsiębiorca, który rozumie jak ważne jest zrozumienie zachowań swoich klientów. Widać, że stara się jak najlepiej dopracować winiarskie atrakcje dla swoich gości, aby wyszli od niego zadowoleni, napisali coś pochlebnego w sieci, polecili winiarnię znajomym i kupili kilka butelek na później.

Kończymy Supertuscanem zabutelkowanym jako IGT Toscana. Jest to wino z 2020 roku, mieszanka Sangiovese z Cabernet Sauvignon i Merlot. Też jest niezły, bardzo świeży i owocowy, ale ja jednak nadal nie mogę się przemóc by docenić wino zrobione z międzynarodowych odmian winogron we Włoszech. W kraju mogącym pochwalić się setkami rodzimych szczepów!

Po około godzinie, każdy z nas z jakimś zakupem pod pachą, stoimy i łapiemy ostatnie widoki z tarasu winiarni. Winne krzewy I Cipressi, falujące wzgórza i dramatyczne chmury. Rozmyślam trochę o tym jak trudno jest zachować równowagę między naturalnością i profesjonalizmem w obecnej gospodarce opartej na doświadczeniach klienta. Chcesz zrobić coś schludnie i elegancko to ryzykujesz sztuczność i sterylność. Jak zapomnisz, że ludzie przyszli do ciebie przeżyć pewne doświadczenie, że sprzedajesz im usługę i jesteś nieprzygotowany oraz nie umiesz sprawnie przemawiać przed grupą stajesz się amatorem i ,,olewaczem” co od razu podświadomie wpływa na odbiór i ocenę twojego towaru. Manuel naprawdę pogodził te aspekty bardzo zręcznie.

No nic, jest wczesne popołudnie, a przed nami kolejne włoskie atrakcje, ruszamy dalej!

Toskania – nieoczywista oczywistość? – część 1 Read More »

×